Ks. Woźnicki wyniesiony sprzed ołtarza

W poznańskim domu księży salezjanów miała miejsce kontrowersyjna interwencja policji. Funkcjonariusze zostali wezwani do celi-kaplicy wykluczonego z zakonu ks. Michała Woźnickiego, skąd wynieśli go siłą w trakcie nabożeństwa.

Ks. Michał Woźnicki znany jest głównie z faktu, iż powziął niegdyś postanowienie odprawiania do końca życia wyłącznie Mszy wg Mszału Rzymskiego św. Piusa V, popularnie nazywanej „Mszą Trydencką”. W związku z kontrowersyjnymi kazaniami, które głosił, w 2016 r. otrzymał zakaz głoszenia Słowa Bożego, zaś w grudniu 2017 r., po upomnieniu przez przełożonego, rektor kościoła przy ulicy Wronieckiej w Poznaniu cofnął mu pozwolenie na odprawianie Mszy klasycznej w tej świątyni. W 2018 r. został wykluczony ze Zgromadzenia Salezjańskiego; pozostał jednak w domu zakonnym, w którym nielegalnie urządził kaplicę, w której przechowywany jest Najświętszy Sakrament i w której odtąd sprawuje liturgię.

Ponieważ jego zamieszkiwanie w celi w związku z usunięciem z zakonu jest bezprawne, salezjanie podjęli kroki prawne, m.in. rozpoczął się trwający do dziś proces sądowy. Ks. Woźnicki cały czas stoi na stanowisku, że usunięcie go z jego dawnego mieszkania jest bezpodstawne; z tego powodu wciąż tam zamieszkuje.

Cela, w której znajduje się kaplica, umiejscowiona jest za klauzurą; wierni świeccy zatem wchodzić tam nie powinni – zakaz ten łamany jest jednak przez ks. Woźnickiego, który odprawia tam nabożeństwa dla wiernych. Zakłóca to porządek wśród zakonników, w związku z czym często dopominają się oni o nienaruszanie tej klauzury, czasem jednak również ich zachowanie okazuje się niegodne (jeden z salezjanów na przykład oblał kubłem wody procesję eucharystyczną prowadzoną przez byłego współbrata; szczęśliwie nieco chybił i nie trafił w kapłana z monstrancją, który dodatkowo osłonięty był baldachimem; inny znowu w czasie kazania rozpryskał w kaplicy drażniący gaz). Przeważnie jednak wzywana bywa policja – tak było i tym razem.

Policjanci – wezwani ze względu na łamanie rządowych obostrzeń związanych ze stanem epidemii wywołanej koronawirusem SARS-CoV-2 – w sporej grupie czekali na korytarzu aż do zakończenia Mszy. Gdy tylko celebrans odszedł od ołtarza, weszli do środka funkcjonariusze. Tu zaczyna się pierwszy wobec nich zarzut, a mianowicie nieokazanie szacunku należnemu miejscu przechowywania Najświętszego Sakramentu: nikt z nich nie zdjął furażerki (mimo że nie mają takiego obowiązku, to ten chwalebny obyczaj był przestrzegany nawet przez Niemców w czasie okupacji oraz wielu milicjantów), zachowywali się głośno, jakby byli w miejscu świeckim, chodzili po całej szerokości kaplicy, nie zważając na stół ofiarny z tabernakulum. Ks. Woźnicki zgodnie z planem nabożeństw przygotowywał się do adoracji eucharystycznej z różańcem, co utrudniali mu policjanci, chcący go wylegitymować. Nie pozwolił on na to; kapłan nie mógł najpierw podejść pod ołtarz, gdyż zastawił mu przejście funkcjonariusz. Z tego powodu okadził zamknięte tabernakulum z kilku metrów odległości i rozpoczął modlitwę. Później dostał się na podnóżek ołtarza, gdzie dalej prowadził nabożeństwo. W tym jednak czasie policja zabrała siłą ze sobą jednego z dwóch ministrantów (który nie wylegitymował się, gdyż przygotowywał kadzidło), którego wywleczono aż do radiowozu. Następnie uczyniono to samo z księdzem, którego wyniesiono bezpośrednio spod ołtarza w komży, stule i kapie. Obaj zatrzymani nie przerwali odmawiania różańca. Jeszcze tego samego dnia wszyscy dwaj zostali wypuszczeni wolno. Sprawa wywołała spore zainteresowanie w mediach, głównie przez dramatyczne ujęcia wynoszonego w stroju liturgicznym kapłana – tym bardziej, że tego dnia (19 października) liturgia Kościoła wspomina rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Jak podchodzić do tej sprawy? Cóż, z punktu widzenia prawa kanonicznego ks. Woźnickiemu nie wolno odprawiać Mszy, co więcej nagina on to prawo, wpuszczając do swej celi-kaplicy wiernych świeckich, czym łamie klasztorną klauzurę. Nadto w końcu samo jego tam mieszkanie jest nielegalne. Dlatego interwencjom policji nie ma się co dziwić – tym bardziej w związku z rozporządzeniami Rady Ministrów co do licznych restrykcji. Z drugiej jednak strony zachowanie policjantów mogło słusznie urażać uczucia religijne zgromadzonych uczestników nabożeństwa. Funkcjonariusze zaczekali wprawdzie z interwencją aż do samego końca Najświętszej Ofiary, zaś przed różańcem kapłan z ministrantem mogli się wylegitymować i stosunkowo niewiele opóźniłoby to nabożeństwo; niemniej wyniesienie przez nich przemocą służącego i celebransa było czynem bardzo niewłaściwym – wiadomo wszak było, że po tej modlitwie nastąpiłoby już spokojne przeprowadzenie czynności. Z tego powodu kwestia niewątpliwie jest kontrowersyjna.

Co zatem można zalecić obu stronom? Po pierwsze – co do ks. Woźnickiego – kapłan winien być posłuszny przełożonym i nie łamać prawa; po drugie zaś – odnośnie do policjantów – miejscu świętemu należy się szacunek, który winien być okazywany również przez funkcjonariuszy świeckich. Gdyby o to zadbano, z pewnością sprawy miałyby się inaczej.

Zdjęcie: W obronie Mszy Św. P-ń Wroniecka 9. Msza Trydencka (kanał na Youtube)

Leave a Reply

%d bloggers like this: