Rozmowa z Królem Życia: Kanion naszego życia – odcinek 18

,,-Rzekł też Pan Bóg: ,,Niedobrze być człowiekowi samemu; uczyńmy mu pomoc jemu podobną”. Utworzywszy tedy Pan Bóg z ziemi wszelkie zwierzęta ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne, przywiódł je do Adama, aby zobaczyć, jak je nazwie, wszystko bowiem, czym nazwał Adam istoty żyjące, jest ich imieniem” – Księga Rodzaju, rozdział 2, wersety od 18 do 19.

Często okazuje się, że nie mamy ufności do Boga, do Jego Opatrzności. Krzątamy się w codziennych sprawach i dalekich planach jak na jakimś statku, który nie wie, w którą stronę płynąć. A dalej pozostaje na przestworzach oceanu. Wpadamy w depresję, niczym opadając skarpa po skarpie w głąb kanionu. Wydaje nam się, że to jeszcze nie koniec, a potem się okazuje, że mamy tyle samobójstw w Polsce. Chcemy być nowocześni, więc idziemy w hedonizm niczym prawie niezniszczalne roboty, a zarazem nie czujemy satysfakcji, bo jesteśmy zbyt ,,doskonali”, aby zauważyć, co gnieciemy po drodze. A gnieciemy zachwyt, jaki nam Bóg usłał pod nogami z darów natury.

Zastanawiamy się, jak wyjść z takiej sytuacji. Wszystko wydaje nam się bez sensu. Nie chcemy wydać z siebie ani kroku. Chwyciliśmy się już mocno tego, co ma nam dostarczać dynamicznego życia, pełnego akcji i reakcji. A jednak spadamy ciągle coraz bardziej w dół kanionu naszej mentalnej monotonii…

A może to wszystko to tylko sen? Może znieczulenie, jakie podajemy sobie, by przykryć nasze życiowe porażki? A może smutek, którym pokrywamy nasze zniechęcenie, by iść dalej?

Przychodzi jednak czas i na łzy, które możemy wykorzystać jako oczyszczenie. Mobilizację, która sprawi, że rzucimy to wszystko. Rzucimy jednak to, co nas niepotrzebnie z tym związuje, a wespniemy się na linę, która prowadzi do osiągnięcia celu na nowo.

Spójrzmy na to, co Bóg nam dał. Spójrzmy na nowo na nasze życie. Jest tak wiele aspektów, które w gonitwie pożądań każdego dnia spłycamy i czynimy powszechnym. Nie musimy być zawsze skoczkiem narciarskim. Górę możemy zdobywać stopniowo, uprawiając na niej piękny ogród naszego obrazu na wzór Boży. A gdy czasami odepchniemy się od skał, przytrzymani liną, zdobędziemy kolejny tchnienie, oddech zachwytu. Mozolnie ubogacana skała pęka, przenika przez nią owoc naszych prac i staje się czymś, co zmienia niespodziewanie historię rzeczywistości dookoła. My zaś zyskujemy imię nieśmiertelne w blasku słońca, do którego jesteśmy wzywani, gdy ustępujemy gniazda innym, by ulecieć w przestworza Nieba.

Leave a Reply

%d bloggers like this: