Zapomniane Królestwo – Upadek – odcinek 10 – Wylot i wlot

Mijały dni, zbliżał się koniec semestru i pracy w redakcji. Szymon otworzył drzwi i zmęczony rzucił plecak na łóżko.

– I jak tam w redakcji? – zapytała mama z kuchni.

– A, no dobrze – odparł Szymek. Matka coś miksowała w garnku. Po chwili zawołała:

– Chodź na obiad.

Chłopak usiadł przy stole.

– Przygotowałam dla Ciebie grzybki w sosie bakłażanowym z dodatkiem…

– Wiem, wiem… – rzekł. Jedli w milczeniu. Mama podała kompot.

– Masz, napij się kompotu.

– Nie chcę…

– No jasne, ja dla Ciebie robię, a Ty mi tak dziękujesz – powiedziała matka.

– Mamo, ale ile razy mam mówić, że jak nie chcę, to naprawdę nie chcę?

– Wiesz co, mógłbyś być chociaż trochę wdzięczny…

– Wiesz co, dzięki, nie jestem już głodny – odrzekł odsuwając talerz, wstał z krzesła i podszedł do kranu. Mama zaczęła burczeć wielce niezadowolona i miotać się po kuchni.

– Ile razy tak musi być, że jak ja przychodzę, to Ty zawsze… – kłócił się Szymon.

– Przestań, wreszcie! Mógłbyś chociaż docenić to, co dla Ciebie robię. Opłacam Ci zajęcia, życie, jedzenie, szkołę, sprzątam, zmieniam firanki, a Ty nawet nie chcesz mi pomóc. Płacę za prąd i inne rachunki, a Ty zachowujesz się jak ojciec… – rzekła, po czym zaczęła na poły szlochać. Szymon stanął jak wryty, jego wzrok wyrażał złość i niedowierzanie. Teraz również w nim coś pękło.

– Nigdy nie mów o moim ojcu! Mam tego dość! – wykrzyknął, wziął plecak z pokoju i trzasnął drzwiami. Matka zawołała:

– Szymuś, nie… – załkała wycierając twarz w ręce.

Szymek wyszedł z bloku. Wiał wiatr, było pochmurno. Poszedł na plac zabaw i zadzwonił do kolegów. Niestety, nie było ich w domu, jeden z nich mógł przybyć dopiero za 40 minut. Szymek, zdenerwowany, wszedł do tramwaju i pojechał do centrum miasta. Postanowił, że pomoże dzisiaj w redakcji.

– Może poduczę się od pana Gienia obsługiwać tę drukarkę 3D – myślał. Patrzył przez szybę, rozmyślając o życiu. W jego głowie przewijały się obrazy niczym w filmie akcji z licznymi retrospekcjami. On, samotny bohater, w strugach deszczu toczącego się życia… Ciężkiego życia. Ponure myśli przewijały się przez jego głowę..

– Prosimy opuścić pojazd. Przerwa w kursowaniu komunikacji miejskiej – z rozmyślań obudził go komunikat z głośnika tramwaju.

– Proszę Państwa, jakieś protesty przed nami. Musimy się zatrzymać. Proszę o opuszczenie pojazdu, bo szybko raczej stąd nie wyjedziemy – powiedział motorniczy, na co większość pasażerów opuściła pojazd, inni dopytywali, czy można zaczekać. Kierowca machnął ręką i wrócił do swojej kajuty, co jakiś czas wychodząc na papierosa. Szymek zdecydował się w końcu wyjść. Przed nimi rozciągał się cały pas wstrzymanych pojazdów. Postanowił sprawdzić, co się dzieje. Przed uliczkami prowadzącymi do Rynku całe ekipy porządkowe-ratunkowe. Podszedł, na miejscu gorące protesty, starcia z policją. Wulgarne malunki wszędzie zostawiały swe ślady.

– Co jest? Co tu się dzieje…

– Chłopcze, z drogi. Przejście dla służb ratunkowych – popchnął go jakiś człowiek w białym kombinezonie. Szymek postanowił jakoś przecisnąć się bokiem Rynku i ruszył dalej w kierunku redakcji. Nagle z Rynku buchnął ogień. Ktoś postanowił użyć aerozoli. Chłopiec kręcił z niedowierzaniem głową, lecz pobiegł w swoją stronę.

– Będę miał temat, tylko wezmę kamerę od pana Gienia – myślał, co rusz przyspieszając i skręcając w uliczki. Przechodził właśnie obok brzydkich bloków, tych blisko jego redakcji, gdzie znajdowała się owa foliarska rozgłośnia. Coś jednak było nie tak. Drzwi do środka były rozwalone.

– Co jest znowu? – spytał coraz bardziej zdziwiony chłopak. Rozejrzał się dookoła, czy nikt nie idzie. Wkoło i tak były bloki, ale jakby co… Wydawało mu się, że za jednym z budynków widzi jakiś radiowóz. Spojrzał jeszcze raz, lecz on jakby zniknął za jednym z krzaków. Pomyślał, że pewnie mu się zdaje, na wszelki wypadek wytarł okulary.. Wszedł do środka. Siedziba, jak niegdyś patrzył przez okno, dalej wyglądała nieprzyjemnie. Lecz teraz widok wzbudził w nim jeszcze większe zdumienie. Wszystkie stare półki z książkami, niemodne rekwizyty, biurko i inne meble i rzeczy były powywracane do góry nogami. Na podłodze leżała kartka z zamówieniami. Była jednak… pusta. Szymek podszedł do starych komputerów i ledwo trzymającego się sprzętu do transmisji radiowej. Kable były poplątane, jak zawsze, ale i… porozcinane. Szymek ochłonął i patrzył teraz bezwiednie na jedną z szafek, które nie leżały na podłodze. Przyglądał się ułożonym w rzędzie kserówkom dawnych czasopism, nie wiadomo skąd wyciągniętych i jakby z którego wieku pochodzących.

– Heh, pewnie włamanie… Co oni sobie myśleli z takim zabezpiecze… – urwał, gdyż szafa sama się otworzyła, a on o mało nie wpadł do środka. Trzymał w dłoni jeden z egzemplarzy i począł się uważnie przypatrywać. Nie mógł uwierzyć… Przed nim rozciągał się tunel… Stał tak chwilę, po czym zawołał:

– Hallo! Jest tu ktoś? – rzucał pytanie w ciemną głębinę, po czym wyciągnął telefon i włączył latarkę. Ruszył kilka kroków do przodu dotykając ścian. Nagle usłyszał za sobą, że ktoś wbiega do redakcji.

– Brać ich żywcem. Nie mogli daleko uciec – wołał głos, więc Szymon pospiesznie zamknął szafę i udał się bardziej w niezgłębioną głębię. Jego oddech wzrastał, patrzył po ścianach.

– Jak ja stąd wyjdę? – zastanawiał się, lecz szedł dalej. Nagle zauważył, że ściany zaczynają przybierać jakichś kształtów. Przyjrzał się, lecz nie były to inne ściany, ale zdobienia na nich.

– Co to jest? – pytał sam siebie, widząc sceny niczym ze starożytności, figury geometryczne i różne napisy. Nie mógł odszyfrować, więc nie zatrzymywał się dłużej, ale ciągnął przez niekończący się tunel. Nagle zauważył, że zaczyna on zawijać w prawą stronę. Z dala ujrzał niebieską poświatę. Za chwilę usłyszał jakby laser.

– No to fajnie, teraz nie wyjdę. Jak jakaś ,,Szklanką po łapkach’’, czy jak to tam było, ten tego… – myślał, idąc coraz wolniej. Stanął i rozglądał się uważnie. Nie widział żadnych laserów, ale spostrzegł drzwi daleko przed sobą. Skradał się teraz kierując latarkę przed własne nogi, by tylko nie poparzyć się ewentualnym laserem niczym z filmów z Angeliną Jolie. Chyba, że był to inny film, ale w tej chwili bohaterowi podróży przez tajemniczy korytarz wszystko się mieszało…

– Byle wyjść…

Dotarł ostrożnie do drzwi i spojrzał przez uchylenie. W środku nie było nikogo, lecz laser powoli wystrugiwał coś na środku stołu. Najdziwniejszy jednak był… olbrzymi komputer z kilkunastoma kamerami i dziesiątkami guzików. Taki jak w siedzibie FBI albo w centrum logistycznym stacji kosmicznej.

– Wow – wyszeptał tak cicho, jak nigdy dotąd Szymon. Rozglądał się z podziwem. Laser przyrządzał metalową płytę, a w środku znajdował się jakiś procesor. Obrócił się w kierunku kamer na tym gigantycznym komputerze. Jedne pokazywały jakieś fora ekonomiczne, inne studia z paskami informacyjnymi i gośćmi, jeszcze inne… kodowały jakieś informacje zapisane strumieniami cyferek.

– Co to jest?! Jakiś Matrix? – zapytał pierwszy raz od dłuższego czasu na głos.

– Nie, środek walki – odpowiedział mu męski głos za jego plecami. Szymon obrócił się, a ze schodów prowadzących w górę zszedł młody człowiek z teczką i długopisem w rękach.

– Kim Ty jesteś? – zapytał Szymon, nie wiedząc już, czy jest na jawie czy we śnie.

Ciąg dalszy nastąpi…

Następny odcinek: https://isidorium.info/2021/01/11/zapomniane-krolestwo-upadek-odcinek-11-skrzypiace-wrota/

Poprzedni odcinek: https://isidorium.info/2021/01/09/zapomniane-krolestwo-upadek-odcinek-9-zabawa/

Wszystkie części dostępne w zakładce: https://isidorium.info/zapomniane-krolestwo/

2 thoughts on “Zapomniane Królestwo – Upadek – odcinek 10 – Wylot i wlot

Leave a Reply

%d bloggers like this: