Zapomniane Królestwo – Upadek – odcinek 11 – Skrzypiące wrota

– Jestem Maksymin. A Ty? – odpowiedział mu nieznajomy. Teraz sylwetka mężczyzny wyszła z cienia i dało się poznać jego wygląd. Nosił sportowe ciuchy, postawę miał pewną, ale oblicze nadto łagodnie usposobione. Szymon zastanawiał się chwilę przyglądając się chłopakowi. Wyglądał na starszego, miał gdzieś 20-30 lat.

– Szymon – odparł niepewnie.

– Jak się tu znalazłeś? Ach, czekaj… Tak, pewnie wszedłeś przez wrota – pytał i odpowiadał sam sobie gospodarz, zaciągającym dziwnym, jakby poetyckim tonem.

– Jakie wrota? Ja po drodze widziałem tylko te drzwi – wskazał Szymek.

– Tak, oczywiście. Chodziło mi o te drzwi – odparł, po czym nastała niezręczna cisza.

– To co Cię interesuje? – rzekł przyjaźnie Maksymin.

– Mnie… Znaczy, ja tu tak przez przypadek…

– Nie ma przypadków. Są tylko znaki i nadzieja – odpowiedział tajemniczo Maksymin.

– Dobrze, dość tych gierek. O co tu chodzi? – zapytał Szymek wskazując na kamery.

– Ach, tak, już wyjaśniam… Otóż widzisz, trafiłeś do naszego, można powiedzieć, centrum dowodzenia…

– Jakiego dowodzenia? – niecierpliwił się Szymon. Nagle dało się słyszeć jakieś odgłosy za drzwiami. Szymek obracał się teraz niespokojnie, spoglądając to na towarzysza, to na kamery, to na drukarkę, to na stół. Dopiero teraz zauważył, że przestała działać, odkąd rozpoczęli rozmowę. Robił się coraz bardziej zdenerwowany, gdyż jego rozmówca nie podjął rozmowy, a patrzył jedynie zamyślony oczami w dół. Podszedł do drzwi i wyjrzał zza ich uchylenia. Teraz słyszał jeszcze wyraźniej. Zbliżali się, a wraz z nimi ciągnęły się stosy przekleństw.

– Ktoś tu idzie! Chyba Ci sami, co…

– …przed nimi uciekłeś?

– Tak, właśnie tak – zdziwił się Szymek.

– Zamknąłeś drzwi?

– No przecież widzisz, że…

– Ja pytam o poprzednie wejście – powiedział chłopak. Szymon próbował odpowiedzieć, lecz nie był pewien swojej odpowiedzi a być może po prostu bał się przyznać, że…

Głosy były coraz bliżej. Kroki ciężkich butów było słychać coraz wyraźniej.

– Jest stąd jakieś wyjście? Możemy stąd wyjść? – Szymek zbliżył się na kilka kroków pytając prawie z wrzaskiem.

– A zatem to już czas – odrzekł z zadumą i jakimś smutkiem w głosie patrząc bezwiednie na podłogę przed siebie Maksymin.

– Jaki czas? Na co?

– Chodź ze mną – rzekł i wszedł szybko po schodach na górę znikając w ciemności. Szymek zastanawiał się chwilę, lecz głosy były coraz bliżej.

– No chodź! Nie ma czasu! – zawołał jeszcze raz Maksymin, po czym Szymek zdecydował się ruszyć za nieznajomym. Im jednak wyżej, tym większe ciemności oplatały uciekinierów.

– Nie mogę dalej. Nic nie widzę!

– Daj mi rękę!

– Ale… – odparł Szymon czując się nieswojo.

– Chcesz się wydostać, czy nie?

– Tak – odpowiedział i podał rękę. Szli tak przez chwilę w górę, po czym dotarli do wypłaszczenia. Maksymin zwolnił rękę Szymona, po czym otworzył jakieś stare, zaskrzypiałe drzwi. W środku tunelu dało się poczuć jakieś inne, naturalne zapachy.

– Wchodź, prędko – zawołał, więc Szymek w końcu przekroczył dziwne wrota. Przewodnik zamykał je przez chwilę na belkę i kłódkę.

– Joł, Chłopie. Gdzie my jesteśmy?

– Zaraz się dowiesz – rzekł, po czym znalazł klucz w kieszonce i przekręcił nim.

– Teraz nieco zwolnimy. Uważaj na nogi.

– Taa, łatwo Ci mówić…

Szli tak przez jakiś czas. Ścieżka prowadziła lekko w górę. Wreszcie pojawiały się jakieś prześwity. Szymon poczuł mech na ścianach, w których próbował znaleźć jakieś oparcie i drogę. W końcu przed nimi ukazało się światło, a oni wychodzili jak z jakiejś groty. To było wrzosowisko. Ruszyli dalej. Za chwilę ich oczom ukazała się stacja kolejowa.

– Ty chcesz mnie porwać i wywieźć, czy co? I tak już wywiodłeś w mak, czy jak to się tam mówi. W każdym razie – dosłownie!

– Mak nie w tej części miasta – odparł żartobliwym tonem Maksymin. Szymek patrzył z niedowierzaniem. Za chwilę jego przewodnik dodał:

– Podjedziemy pociągiem. Tu nie jest bezpiecznie – rzekł, po czym udał się na stację, a Szymek ruszył za nim. Weszli do środka budynku. Skierowali się w stronę sklepiku. W kolejce przed nimi jeden mężczyzna. Maksymin przez chwilę czekał, aż opuści sklep, po czym rzekł.

– Ptaki wyleciały z lasu.

– A zatem dziki są w cenie – odrzekł mu sprzedawca.

– Maksyminie, jak dobrze Cię widzieć – uśmiechnął się.

– I Ciebie, Drogi Joachimie!

– Chodźcie na zaplecze. Zamknę tylko sklep – powiedział, po czym Maksymin z oszołomionym Szymkiem udali się do ciasnego kantorka. Sprzedawca wziął wywieszkę ,,Zamknięte’’ i dopisał ,,Awaria’’, po czym odebrał telefon.

– Tak, Pani Elu, jestem, jestem na miejscu… Tylko elektryka padła, więc na razie zamykam – mówił, w międzyczasie wyciągając z szuflady jakieś specyficzne asortymenty rodem ze średniowiecznych kształtów. Z kolei Maksymin pakował coś w płachty niczym ze średniowiecznych wiosek.

– Panowie, czy ktoś może mi powiedzieć, o co w tym wszystkim gra? – spytał Szymon.

– Nie ma czasu, musimy jechać – rzekł Joachim, po czym wyszedł na zewnątrz z jakimś pakunkiem. Maksymin jeszcze coś dopakował, po czym na chwilę przystanął. Wyszedł z kantorka, powiódł wzrokiem za Joachimem, ale nie widząc go, wrócił i chwilę się rozglądał. W końcu znalazł torbę, spakował rzeczy i popchnął zdezorientowanego i złego Szymona w kierunku wyjścia.

– Serio? Torby nie mogłeś wziąć ze sobą? – spytał Maksymin Joachima.

– O, rzeczywiście… Dzięki wielkie! – odrzekł, na co Maksymin bezradnie rozłożył ramiona, a przez jego minę przelewała się fontanna emocji. Joachim spakował swój pakunek i parę innych rzeczy, po czym ruszyli na peron.

– Czekajcie, zapomnieliśmy o biletach – rzucił Joachim, po czym ruszył z powrotem. Maksymin uciekał wzrokiem na prawo, ledwo próbując powstrzymać się od komentarza. Joachim wszedł do kolejki. Przed nim kilka osób. Spoglądał na rozkłady jazdy rozlokowane na ekranie. Popatrzył za siebie, by zobaczyć, ile osób jest za nim w kolejce, lecz wzrok utkwił w martwym punkcie. Oto do sali dworca weszli panowie w garniturach i czarnych okularach. Joachim stał tak przez chwilę, jakby nie mógł uwierzyć.

– Szybcy są – rzucił, po czym wybiegł z kolejki. Tajemniczy goście zawołali, po czym zaczęli biec w jego kierunku.

– Na barana! – krzyknął Joachim pędząc niczym piorun. Za chwilę Szymon unosił się w powietrzu.

– Puśćcieże mnie! Co Wy robicie?! – zawołał, lecz niemal jednym susem już byli w pociągu. Maksymin i Joachim postawili go na ziemię. Z dala widzieli zatrzymujących się w rozpędzie panów w garniturach, którzy po chwili zawrócili, by pobiec z powrotem.

– Kto to był? – zapytał Szymon, ale wiedział, że raczej nie może liczyć na odpowiedź. Nieznajomi popatrzyli na siebie, spuszczając wzrok na podłogę. Nastała niezręczna cisza.

– Teraz trzeba wzywać jakiegoś podróżnego z góry, jak z panem Żeliborem i…

– Tak, żebyś wiedział… – popatrzyli na siebie, po czym każdy utkwił wzrok w martwym punkcie. Szymon już miał pytać, ale widział smutek, który przeniknął ich twarze.

Jechali jakiś czas, po czym wysiedli na pierwszym przystanku. Zaczęli przedzierać się przez gąszcza, po czym dotarli do pierwszych domów.

– Teraz trzeba przejść na drugą stronę, ale w kierunku centrum, lecz przynajmniej na chwilę uciekniemy przed pogonią.

– Jaką pogonią? – spytał Szymek, nie wiedząc już nawet, o co pytać. To pytanie pofrunęło jak z wiatrem. Szli teraz przez niekończące się parki. Wędrowali tak godzinę. Szymon jednak nawet nie wyciągnął telefonu. Myślał intensywnie. W dodatku nigdy dotąd nie był w tej części miasta. Zadziwiało go, że poza nowoczesną architekturą i kebabami w jego mieście istnieje taki świat…

Ciąg dalszy nastąpi…

Następny odcinek: https://isidorium.info/2021/01/12/zapomniane-krolestwo-upadek-odcinek-12-skaleczne-wrota/

Poprzedni odcinek: https://isidorium.info/2021/01/10/zapomniane-krolestwo-upadek-odcinek-10-wylot-i-wlot/

Wszystkie części dostępne w zakładce: https://isidorium.info/zapomniane-krolestwo/

2 thoughts on “Zapomniane Królestwo – Upadek – odcinek 11 – Skrzypiące wrota

Leave a Reply

%d bloggers like this: