Czy jako Kościół mamy zmierzać w kierunku lewicy?

Niepokojące badanie wśród osób w wieku 18-24 lata i pytanie, czy jeszcze chcemy, by Kościół odgrywał jakąkolwiek rolę w życiu publicznym. A może ma rozpłynąć się w koncepcji anonimowego chrześcijaństwa?

Centrum Badania Opinii Społecznej opublikowało dane, z których wynika, że pierwszy raz od III RP młode pokolenie utożsamia się najbardziej z poglądami lewicowymi, czyli 30%. Prawicowe poglądy popiera ponad 25%, znowu spadają centrowe, które stanowią ponad 20%, zaś największy spadek zalicza grono niezdecydowanych.

Zacznijmy może od końca. Cieszy, że jest coraz mniej osób, które nie wiedzą, jak decydować, wedle jakiego klucza. Potrzebujemy odpowiedzialnych i świadomych poddanych (obywateli) Królestwa Polskiego. Niektórzy jednak zaczną się martwić, że ,,młodzi angażują się w politykę”, a przecież ,,nie warto mieszać się do polityki, bo wszyscy kradną, Ty i tak nic nie zmienisz i w ogóle polityka to jedno wielkie kłamstwo” – słyszy się nieraz pośród tych, którzy ciągle narzekają lub nie rozumieją, że całe życie to jedna wielka polityka. Polityka wpływa na nas, my wpływamy na politykę. Nie da się od niej uciec. Nie da się nie mieszać polityki z religią czy religii z polityką. Owszem, mają swoją autonomię – to prawda. Ale funkcjonujemy w rzeczywistości, która zawsze była i jest systemem naczyń połączonych.

Mnie cieszy także, że obniża się liczba osób o poglądach centrowych. Potrzebujemy ludzi, którzy nie lawirują i nie liczą na pół środki. Sądzę jednak, że wielu się niepokoi, gdyż ,,trzeba być rozsądnym” i ,,z jednej strony być chrześcijaninem, ale z drugiej nie przesadzać, nie być jakimś fanatykiem czy katotalibem”.

Prawicowe poglądy także wzrosły, co raduje, że buduje się społeczność, dla której konkretne zasady lub siła zdecydowania są ważnymi busolami w życiu społecznym. Widzę jednak już te komentarze, jak ,,straszliwe” lub przynajmniej ,,niepokojąco niewrażliwe” i oczywiście ,,prymitywne, skrajne, tradycjonalistyczne” zapatrywania reprezentują sobą ,,pogubieni młodzieńcy”.

Potwierdza się jednak moja hipoteza, której chyba nie miałem jeszcze okazji prezentować, stając się teraz już teorią. Strajki Kobiet – ,,delikatność i wrażliwość” połączona z pragnieniem wolności, do tego ,,odkrycie prawdy o przestarzałej instytucji, jaką jest Kościół Katolicki”, czyli poruszanie nieuporządkowanej kwestii pedofilii sprawiły, że młodzież nie odnajduje już w Kościele autorytetu. Właściwie nie widzą sensu – a no bo po co im to? Miałkość głoszonych treści, do tego przeświadczenie o kłamstwach, w których żyje instytucja odpowiedzialna za szerzenie nietolerancji, braku miłosierdzia i ,,czepiania się” spraw moralnych i trudnych sytuacji w życiu różnych osób odpycha, a nawet… Po prostu wieje wiatrem i pustką w umysłach tych ludzi, których to po prostu ,,nie grzeje”, bo zwyczajnie tego nie rozumieją.

Ośmielę się zgłosić kolejną hipotezę, jakże trudną będącą prawdą dla wielu współczesnych teologów na renomowanych stanowiskach! Jest ona następująca – promowanie poglądu, że człowieczeństwo jest najważniejszym punktem w nauczaniu Chrystusa sprawia, że… człowiek zaczyna uważać, że jest jedynie częścią przyrody i otaczającego go wszechświata, a ważniejsze od spraw duchowych jest troszczenie się o zwierzęta i rośliny. Czemu? Bowiem Zbawienie sprowadza się do dobroludzizmu, w takim razie do uczuć, w takim razie do rzeczy rozczulających, a zatem do słodkich i dających się łatwo opanować zwierzątek. Oczywiście zaraz ktoś powie, że to wcale tak nie jest, to wymaga tresury, żywności, poznania obyczajów tych istot, lecz ten cel zazwyczaj zostaje osiągnięty, w przypadku relacji międzyludzkich – niekoniecznie. Do tego dodajmy, że łatwiej kochać zwierzęta, niż kochać ludzi w rozbitych rodzinach, co jest dalej ogromnym problemem, z którym właściwie nie wiadomo, co zrobić, jak to zmienić… To jednak z kolei skutek tego, że uznaje się powszechnie, iż rodzina jest najważniejsza. I tu dochodzimy do pierwszej przyczyny, która jest podstawą wszystkiego – Boga. Jezus Chrystus to Bóg-Człowiek, nie Człowiek-Bóg. Jeżeli wszystko podejmujemy od miary człowieka, potem dopiero do miary Boga, to zamiast podkreślenia, zgodnie z personalizmem chrześcijańskim Świętego Jana Pawła II, na którego ni to się powołują, ni to się nie powołują współcześni głosiciele Ewangelii (a zatem pytanie, czy Ewangelii we właściwym rozumieniu i praktycznym kształcie), to nie mamy w naszym życiu kogoś, kto aktywnie uczestniczy i sam wpierw ustala zasady, na jakich funkcjonuje wszechświat i życie doczesne. Bóg jest bowiem aktywnym uczestnikiem życia człowieka i wydarzeń historii. Twierdzenia takie, jak to, że pojęcie ,,kary Bożej” jest ,,niezdrowe” i ,,niezgodne z właściwym rozumieniem teologicznym” czy to, że nie można mieszać religii z polityką są nieadekwatne do rzeczywistości, co więcej, niezgodne z prawdą, jest to po prostu nic więcej, jak brak konsekwencji na rzecz rozpłynięcia się w miłych doświadczeniach i idyllicznej fantazji, jak to wszyscy ludzie są dobrzy… Jeżeli chcemy być niekonsekwentni, a potem zastanawiać się, skąd, mimo tak pozytywnego nastawienia i tylu przyjemności czujemy wewnętrzną pustkę, a wszystko wydaje się nie mieć sensu, to możemy w tym tkwić dalej i np. potępiać wyprawy Krzyżowe same ze swej istoty, a nie konkretne na nich nadużycia, jakich konkretni, a nie wszyscy, ludzie się dopuszczali.

Jeżeli zdaje nam się, że personalizm polega na płynięciu w prądzie myślowym zwanym anonimowym chrześcijaństwem i sprowadza się tylko do świadczenia wszystkim dobra, inkulturacji, dialogu jako najwyższej cnoty Katolika, to jesteśmy w wielkim błędzie i niewątpliwie dążymy do cywilizacyjnej katastrofy. Tylko bycie człowiekiem prawdziwym, uniwersalnym Katolikiem i konsekwentnym społecznikiem, czyli dbanie o każdą sferę życia, jest rzeczywistym wyrazem troski i miłosierdzia, która może być praktykowana tylko w równowadze i harmonii natury, czyli w połączeniu ze sprawiedliwością. Jak bowiem często przywołuje Biblia postaci sprawiedliwych, tak i my zobaczmy, co mówi w tym wersecie: ,,Po tym poznaje się dzieci Boże i dzieci diabelskie. Kto nie postępuje sprawiedliwie, nie jest z Boga, jak też ten, kto nie miłuje brata swego” (1J, 3,10). Wybór należy do nas. Co zatem wybierzesz, Drogi Czytelniku, a ja wraz z Tobą? Życie w prawdzie, czy protezę życia w iluzji rzeczywistości, którą… sami sobie tworzymy? Niech Najświętsza Maryja Panna, potężna Pani Nieba i Ziemi i Pokorna Służebnica Pańska pomoże Ci w tym wyborze. Jeśli tylko zechcesz.

Leave a Reply

%d bloggers like this: