Kilka krótkich zasad savoir-vivre dotyczących wiadomości i dzwonienia

Nie potrafię powiedzieć tego pewnej osobie wprost, innym zaś próbowałem, lecz nie wychodziło przetłumaczyć, dlatego niekiedy trzeba było aż zablokować. Mam jednak taki problem, że niektóre zasady wydają się dla mnie oczywiste, a potem się burzę, czemu inni tak nie postępują, jak wypada. Dlatego przedstawiam kilka uwrażliwiających na te kwestie wskazówek.

  1. Zanim zadzwonisz telefonem czy komunikatorem, napisz i zapytaj, czy możesz (tekstowo). Inaczej przerwiesz komuś jakąś czynność, a może akurat czeka na telefon od kogoś innego. Poza tym, jak ktoś od razu dzwoni, to odbiorca myśli, że dzieje się coś pilnego. Może to także wytrącić z równowagi, gdy ktoś skupia się na jakimś zadaniu albo konwersacji albo i tym i tym. Często jednak nie są to na tyle pilne sprawy, by trzeba było od razu reagować.
  2. Po 22:00 nie dzwoni się. Tak samo nie czyni się tego raczej przed 08:00, chyba, że jest to pracodawca dzwoniący do pracownika. To samo dotyczy SMS-ów. Nie dotyczy jednak wiadomości internetowych.
  3. Należy ograniczać wysyłanie kciuków na Messengerze czy w innych komunikatorach. Bo co one znaczą? Iż komuś coś pasuje, czy że się obraził? Nie powinno się także pisać ,,No” – to też komunikat wieloznaczny. Bądźmy precyzyjni. Nie muszą to być długie komunikaty. Wystarczy, że konkretne.
  4. Nie wysyła się samych linków. Nikt nigdy nie wie, co to jest. Dlatego należy dać choć średniej długości wyjaśnienie.
  5. Dobrą manierą jest odbiór wiadomości nie tylko komunikatem automatu, że ktoś tę wiadomość wyświetlił, lecz chociaż odpisanie ,,Dobrze” lub w podobny sposób. Wtedy nadawca ma pewność, że wiadomość nie została odebrana teoretycznie, ale w praktyce została przeczytana. Inaczej można pomyśleć, że ktoś w biegu lub niechcącym kliknięciem odebrał, ale nie zarejestrował w swoim umyśle.
  6. Celem wiadomości jest nawiązanie rozmowy. Rozmowa to coś głębiej niż coś na zasadzie: ,,fajne” – ,,aha, fajne”. Albo, już nie daj Boże, samego bombardowania się linkami. Chodzi o nawiązanie relacji, jej podtrzymywanie i rozwijanie. Dobre słowo, a nie kolejne bombardowanie informacjami w zbombardowanym informacjami świecie.

Przynajmniej ja staram się krzewić takie zasady. A Wy? Jakie macie podejście?

Leave a Reply

%d bloggers like this: