Pokrzepienie Boże – Dominica IV in Quadragesima

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Galatów.
Ga 4:22-3
Bracia: Napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten, który był z niewolnicy, według ciała się narodził, a który z wolnej, dzięki obietnicy. A jest to powiedziane przez alegorię:
Są bowiem dwa przymierza. Jedno z góry Synaj, rodzące niewolę: i to wyobraża Agar. Bo Synaj jest górą w Arabii i ma łączność z teraźniejszym Jeruzalem, będącym w niewoli z synami swymi. Ale Jeruzalem górne wolne jest i ono jest matką naszą. Napisane jest bowiem: Wesel się niepłodna, która nie rodzisz, wołaj i wykrzykuj, która nie znasz bólu rodzenia, bo daleko więcej dzieci u tej, która była opuszczona, niż u tej, która ma męża.
A my bracia, na wzór Izaaka jesteśmy synami obietnicy. Ale jak wtedy ten, który się urodził według ciała, prześladował tego, który był według ducha, tak i teraz. Cóż bowiem powiada Pismo: Wyrzuć niewolnicę i syna jej, bo nie będzie dziedzicem syn niewolnicy z synem wolnej. Przeto, bracia, nie jesteśmy synami niewolnicy, ale wolnej. Którą to wolnością Chrystus nas obdarował.

Ciąg dalszy+︎Ewangelii świętej według Jana.
J 6:1-15
Onego czasu: Oddalił się Jezus za Morze Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. I szła za nim rzesza wielka, bo widzieli cuda, które czynił nad chorymi. Wszedł tedy Jezus na górę i usiadł tam z uczniami swymi. A zbliżała się Pascha, dzień święty żydowski.
I gdy Jezus wzniósł oczy i ujrzał, że wielka rzesza idzie ku Niemu, rzekł do Filipa: «Skąd kupimy chleba, żeby ci posilić się mogli?» A mówił to doświadczając go, bo sam wiedział, co miał uczynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie starczy dla nich chleba, by każdy z nich choć trochę otrzymał». Rzekł mu jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra: «Jest tu jedno pacholę, które ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, ale cóż to jest na tak wielu?» Rzekł tedy Jezus: «Każcie ludziom usiąść».
A było dużo trawy na onym miejscu. I tak usiadło mężczyzn około pięciu tysięcy. Wziął tedy Jezus chleby i dzięki uczyniwszy rozdał siedzącym; podobnie i z ryb, ile chcieli. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów swoich: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby się nie zmarnowały». Zebrali tedy i z pięciu chlebów jęczmiennych napełnili dwanaście koszów ułomkami, pozostałymi po tych, którzy jedli.
A ludzie owi, widząc cud, który uczynił Jezus, mówili: «Prawdziwie jest to prorok, który miał przyjść na świat». A Jezus poznawszy, że zamierzali przyjść, aby Go porwać i uczynić królem, oddalił się znowu sam jeden na górę.

Radość jest oznaką tego dnia dzięki liturgii Kościoła, która dzisiejszej niedzieli przełamuje w pewnym sensie powagę Wielkiego Postu, i niejako w tej naszej drodze na pustyni, którą wciąż, bo rok w rok, na nowo przemierzamy, dzisiaj się zatrzymuje. Szczególny charakter liturgii dzisiejszego dnia odzwierciedla istotę naszej chrześcijańskiej egzystencji, albowiem jesteśmy nieustannie na drodze wyboru, całe nasze życie jest wyborem między dobrem a złem, między Bogiem a szatanem, między wyborem prowadzenia przez Boga a bezkresem szatańskiego kuszenia, gdzie buntujemy się przeciwko Bogu. Obrazuje to alegoria czytania, w którym to Agar, która była ową niewolnicą, jest dla nas obrazem wielkiego przywiązania do praw doczesnych, które nie miały odzwierciedlenia w prawie Bożym. Niewolnica Sara jest daleko idącym obrazem samego Chrystusa, który kieruje się zawsze miłością.

Lud, który podążał za Chrystusem, robił to dlatego, że widział owe cudowne czyny, które czynił Chrystus. Te niezwykłe znaki dobroci Boga pozwalały odczuć Jego obecność, dlatego też Kościół Święty, Matka nasza, poprzez swoją liturgię daje nam bezustannie takie znaki, które są pokrzepieniem w codziennym znoju życia. Nasz trud ma sens. Nasze życie dzięki Bożemu pokrzepieniu nie zmierza w próżnię, bo Bóg na nas czeka, podobnie jak ojciec syna marnotrawnego czekał na godzinę jego powrotu. To właśnie w świętej Eucharystii rozdaje się nam jako pokarm pokrzepienia. Bóg nie daje nam żadnej cząstki siebie, lecz daje nam całego siebie, abyśmy my również oddali mu się całkowicie. Im bardziej będziemy Bogu oddani, w Nim całym zanurzeni, nasze życie będzie bardziej wolne, pozbawione lęku, tym więcej będziemy widzieli, tym więcej patrzyli w prawdziwą rzeczywistość: że Chrystus zmartwychwstał, że idzie z nami, i że przygotowuje dla nas mieszkania. Laetare – dzień radości w Wielkim Poście oznacza wydobycie z czarnych chmur naszych codziennych uciemiężeń, po to, aby móc spojrzeć na zmartwychwstałego Pana i w ten sposób doświadczyć Jego miłości, która jest większa niż wszelkie przywiązania.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje Chrystusa jako Lekarza, który w cudowny sposób leczy choroby gromiące lud, który za Nim podążał. Jest to zatem wielką pociechą dla nas, że nam, pogrążonym w grzechu, występnym, niedołężnym i słabym, Bóg niepojęty daje samego siebie jako uzdrowienie. On, dzięki swej wielkiej mocy, wyciąga nas z upadków, właśnie tych chorób duszy, i jest owym pokrzepieniem. Rzeczywiste i najwyższe dobro człowieka nie odnosi się do znikomego ciała, lecz do duszy nieśmiertelnej. Owo pokrzepienie Boże uświęca wykonywanie czynów miłości, które w obliczu Boskim są nieśmiertelne, czyli są drogą do uzyskania nagrody wiecznej. Tak dzisiaj przedstawia się Chrystus: jako cudowny lekarz duszy, który wyciąga ją z otchłani grzechu, ażeby doprowadzić ją do wiecznego odkupienia, do utrzymania w świątyni Pańskiej.

Czego dziś oczekuje od nas Pan? Dobrowolnej współpracy. Jezus nikogo nie zmuszał do współdziałania w rozmnożeniu chleba. Pragnął owej współpracy, ale dobrowolnej. I taką znalazł. Chłopiec, który miał pięć chlebów i dwie ryby, nie protestował, gdy Jezus wziął w swoje czcigodne ręce całą posiadaną przez niego żywność. I tego oczekuje od nas Bóg, oddania się w Jego uzdrawiające ręce, w łaskę pokrzepienia Bożego. Bóg oczekuje tego, abyśmy podnieśli wzrok utkwiony w sprawach ziemskich, i zwrócili go ku górze, ku światłości Pana, bijącej z krzyża Chrystusowego, aby móc doświadczyć Nieba, nie zostając w rzeczywistości ziemskiej. Często jednak mówimy, że mamy jeszcze czas. Mamy czas na sakramenty, na zbliżenie się do Boga, na pojednanie się z bliźnim, ale zobacz, Człowiecze, jak ten czas szybko płynie. Łapiemy się na tym, że jeden dzień mija tak szybko, że nawet nie wiemy, kiedy się skończył. I tak w dzień w dzień. Dziś już Czwarta Niedziela Postu Wielkiego! Niedziela radosna, bowiem kiedy Kościół nie określał jeszcze czasu postu, to właśnie ta niedziela rozpoczynała ten czas. Wszyscy się radowali, ponieważ wiedzieli, że nadchodzi czas przygotowań do męki i śmierci Pana naszego Jezusa.

Brytyjski pisarz Clive Staples Lewis napisał opowieść, która mówi o rozmowie dwóch diabłów, starego i młodego. Jest to oczywiście alegoria, która dużo może nam wytłumaczyć, w odniesieniu do naszych częstych wymówek, że mamy jeszcze czas.

Stary diabeł pyta młodszego diabła: Co byś zrobił, aby wielu ludzi odciągnąć od Boga, a pogrążyć w piekle?
Diabeł myśli i po chwili odpowiada: Muszę im wmawiać, że Pana Boga nie ma.
Stary diabeł zastanowił się i odpowiedział: Możesz spróbować, lecz nie wątpię czy ci się uda. Każdy człowiek ma bowiem w sobie wpisane pragnienie Boga, i każdy człowiek prędzej czy później będzie go szukał. Kombinuj dalej – mówił.

Młody diabeł znów się zastanowił i powiedział: Wiem! Postaram się wmówić ludziom, że dziesięć przykazań może być w każdej chwili przez człowieka łamane i dostosowywane do sytuacji, w której się aktualnie znajdują, aby przestrzegali je tylko na miarę swoich możliwości, i nie przykładali im większej uwagi.
Stary diabeł na to: Próbuj, ale to też raczej nie przyniesie większego efektu. Ludzie są bowiem twardzi i mają przewodników, który cały czas przypominają im o przykazaniach. Myśl dalej.
Po dłuższym zastanowieniu radośnie ogłosił: Wiem! Postaram się wmówić ludziom, że mają jeszcze czas.
Stary diabeł ucieszył się i tak odpowiedział: dobry pomysł. Wmawiaj ludziom, że mają jeszcze czas na Boga. Przyjdzie dzień, kiedy to nawet się nie obrócą, a już będą stali przez Sądem Bożym. Tam, przez ich uczynki, które były uczynkami ciemności, zostaną osądzeni na wieczne kaźnie w piekle, gdzie już nie będzie dla nich ratunku.

Mamy czas – to jedna z największych pokus diabła. Aby wyzbywać się tej pokusy do odkładania rzeczy, a przede wszystkim tej najważniejszej, najistotniejszej w perspektywie zbawienia, jaką jest nawrócenie się, pojednanie z Bogiem, jest obwarowana życiem wiecznym w Niebie u Boga. Dlatego nie dajmy się nigdy zwieść diabłu, który pod różnymi pozorami mówić nam będzie, że mamy jeszcze czas. Czasu jest mało. Wybierajmy zatem nieustannie drogę Boga, prowadzenie przez Boga, a odrzućmy bezkres szatańskiego kuszenie, buntu przeciwko Bogu.

Mówiłem ja w sercu moim: Pójdę a rozpuszczę się w rozkoszach, i będę zażywał dobra. I widziałem, że jest to marność. Śmierć zaś poczytałem za błąd, a do wesela rzekłem: co się darmo zwodzisz? (Eccles. 2,2.1)

Czytania zostały zaczerpnięte ze strony: divinumofficium.com
Poprzednie rozważania: https://isidorium.info/2021/03/14/rozwazania-na-sobote-iii-tygodnia-wielkiego-postu/
Wszystkie rozważania: https://isidorium.info/wielkopostne-rozwazania/

One thought on “Pokrzepienie Boże – Dominica IV in Quadragesima

Leave a Reply

%d bloggers like this: