Kiedy zmieniać zawodników?

Czy potrafię zmieniać zawodników jak Paulo Sousa, by dzięki temu w 2 minuty zdobyć 2 bramki? Mam pewne nietypowe podejście, które potrafi zdziwić nawet samych zawodników.

Zmian nie przeprowadzam od razu, gdy gra nie idzie. Jeśli bym to robił, tworzyłoby się jeszcze większe zamieszanie, a winą obarczani byliby ci, co właśnie zeszli. Tymczasem zawodnik właśnie wtedy spotyka się z trudną sytuacją, tak samo zespół, który musi uczyć się, jak zabezpieczać luki. To powoduje, że następuje jeszcze większa determinacja w obliczu stresu, zawodnicy uczą się następnych umiejętności i mogą znajdować nowe rozwiązania w grze.

Ktoś by powiedział, że to bez sensu – że trzeba zmieniać danego zawodnika od razu, inaczej cała drużyna na tym cierpi, a wynik się pogarsza i zmniejszają się szansę na wygraną. Jest to po części prawda, ale z takiej sytuacji płyną tylko większe korzyści. Bo jeśli dany zawodnik teraz się nie przełamie, a drużyna nie wyzwoli w sobie myślenia na podwyższonych obrotach, to kiedy pójdzie o krok do przodu w swojej grze?

Zresztą, zaraz – zmiana i tak zostanie raczej dokonana. To się jednak stanie wtedy, gdy ten zawodnik raz, dwa lub trzy razy zachowa się w sposób stabilny, na dobrym poziomie. Dopiero wówczas go zmieniam. Receptą na kryzys nie jest bowiem od razu zmiana. Jest coś takiego, że jak nie idzie… to nie idzie. Chodzi o to, by w takiej chwili kryzysu i ten zawodnik i cała drużyna przełamywali samych siebie i w sytuacjach, wydawałoby się, przegranych, zdobywali umiejętność znajdowania nowych rozwiązań.

Wspomniana zmiana dokonywałaby się z kolei w tym momencie, gdy gra się uspokoi, a nowy zawodnik sprawi coś niezwykłego w grze całego zespołu – nagle z kryzysu, z tej dumnej przewagi przeciwników, która ich uśpi, to my zaczniemy zyskiwać przewagę krok po kroku lub od razu. Dlaczego? Albowiem wtedy drużyna będzie potrafiła już nie tylko zwiększać siłę swej ofensywy dzięki świeżemu zawodnikowi, ale i będzie już umiała radzić sobie z kryzysowymi sytuacjami. To sprawi, że nie tylko wzmocnimy nasz atak, lecz i nie pozwolimy rywalom ponownie tak łatwo się rozkręcić i zaprzepaścić nasz ofensywny plan, który właśnie może się realizować.

Jeszcze dopowiedzenie – ten sposób pozwala na uspokojenie nerwów. Nie pozwala także słabo grającemu zawodnikowi na rozstanie się z drużyną w emocjach. Nie powinien czuć, że wszystko zawalił, ale będzie znał swoje ograniczenia i będzie wiedział, co można poprawić. Psychika bowiem to jedna z najważniejszych rzeczy, która buduje karierę zawodnika. Stabilizując zaś swoją pozycję wewnętrznie (samemu, poprzez uświadomienie sobie pewnych rzeczy w spokoju) i zewnętrznie (przez mądre podejście trenera i życzliwość innych członków zespołu) nie rezygnuje, lecz wzmacnia swoją godność i nabywa doświadczenia, które może w przyszłości odwdzięczyć tą samą życzliwością, jaką otrzymał od innych, by i im pomagać wychodzić z kryzysowych sytuacji życia.

PS: Zdjęcie ilustracyjne, aczkolwiek i tutaj bohaterem kolejnej opowieści mógłby być jeden z zawodników na zdjęciu. Wprowadziłem pewien dziwiący wszystkich system wchodzenia naszych dwóch bramkarzy na boisko, zgodnie z predyspozycjami każdego z nich – to zadziałało i pozwoliło na zażegnanie chwilowego kryzysu, jaki ów zawodnik w tym czasie przeżywał. Na dodatek rozwinął się jeszcze bardziej, wykonując odpowiedzialne zadanie w stabilnej dla niego sytuacji. Trzeba atoli przyznać, że do dzisiaj wspomniane rozwiązanie budzi zdziwienie wśród moich podopiecznych. Cóż, ważne, że wykonują to, o co ich proszę, a wyniki mówią same za siebie. Ale o tym innym razem…

Leave a Reply

%d bloggers like this: