Motywacja i ambicje – cienka granica, czyli o meczu Pogczampy Mokrzana vs KS Royal Lachmaniak Płock

– Biorę za to całkowitą odpowiedzialność – mówi trener Polak po przegranej 0:23. Rojaliści nie podołali niepokonanym liderom ligi.

Po pierwszej połowie było 0:9. To zapowiadało gorszy wynik niż w rundzie jesiennej, gdy Lachmaniak przegrał 0:15. Wówczas klub przeżywał rozpad. Teraz miało być lepiej, co zapowiadało dołączenie do klubu trenera przed rundą wiosenną i treningi, zwycięstwo w pierwszym spotkaniu, rewelacyjna połowa w drugim meczu, remis z wiceliderami ligi. Co poszło nie tak?

– Zgubiły nas ambicje. Na początku pozytywnie motywowałem, cieszyłem się z każdego postępu. Chłopaki chcieli osiągnąć jednak coś więcej, co zrozumiałe. W tym klubie piękne jest to, że potrafi się łączyć dbanie o dobrą atmosferę z pewnymi marzeniami – wyjaśnia Norbert. Dalej podaje szczegóły, które zdecydowały o tym, że coś poszło w tym planie nie tak, jak wszyscy zakładali.

– Pierwsze 3 mecze pod moją opieką zapowiadały co najmniej polepszenie gry Lachmaniaka. Graliśmy bardzo defensywnie, by poprawić ten element, który nigdy nie był naszą mocną stroną. Mogę powiedzieć, że wzmocniliśmy ją tak o 40%. Nie mogliśmy jednak cały czas grać autobusu i trzeba było wzmocnić skuteczność w zdobywaniu bramek. W Lidze wygrywa ta drużyna, która panuje nad piłką lub sprawnie wykonuje podania. Gra na pierwszej linii obrony stwarza zagrożenie, że nawet jeśli zagramy dobrze, to w końcu przepuścimy kilka bramek, a sami strzelimy za mało – tłumaczy Polak, który wcześniej był analitykiem sportowym w dwóch klubach. Następnie odnosi się do zmiany podejścia ze względu na cele, jakie postawili sobie zarząd i trener.

– Nagle wszyscy poczuli, że można już wyjść z opisu klubu komediowego, który widnieje na profilowej stronie i dołączyć do gry z najlepszymi. Wydawało się, że to jest poważne, więc dobre. Ale za opisem ,,klub komediowy” kryło się coś więcej – zasada, że najważniejsza jest dobra atmosfera. Niestety, nie zawsze udawało się utrzymanie tego podczas gry. Dlatego starałem się podwyższać zgranie drużyny, później umiejętności indywidualne i przeprowadzałem częste zmiany, by dopasować danego piłkarza do danej konfiguracji oraz utrzymać tempo gry, aby zapobiec puszczaniu nerwów, które się zdarzają. To miało przyczyniać się do tego, że nikt nie będzie grał na siłę, jak mu nie wychodzi i za którymś razem, jak wejdzie z ławki, zostanie na dłużej, gdyż w końcu odnajdzie się w danej konfiguracji – opowiada, po czym dodaje:

– Gdy skierowałem się do zarządu, by poddać się ocenie i tym samym zapytać, czy są zadowoleni, czy nie, wówczas usłyszałem, że jednym z warunków jeszcze w tym sezonie jest 4. miejsce w tabeli. Powiedziałem, że to będzie trudne (realnie wiedziałem, że jest możliwe 5. lub 6.), ale 4. ewentualnie jest w naszym zasięgu. Wiedziałem, że to wymaga większej pracy, co nie znaczyło, że nie jest realne. Niestety, wydaje mi się, że przeceniliśmy wzajemnie umiejętności zawodników. Zamiast pozytywnie motywować i psychicznie podbudowywać, jako główny cel, dołączyliśmy do wizji, mówiąc w cudzysłowie, ,,zrobienia z Royalu drugiego Realu” – opisuje trener. Teraz wskazuje, jak to konkretnie przełożyło się na mecz.

– Zdecydowałem zatem, że skoro mamy mieć jakiekolwiek szanse w starciu z Pogczampami, trzeba ich zaskoczyć mocną obroną i błyskawiczną kontrą, dzięki osaczeniu zawodników. Pogczampy czasem gubią piłkę, gdy się kiwają i to praktycznie jedyny element, w którym można ich pokonać. Nie kiwać się zatem, gdyż są w tym chyba najlepsi w lidze, ale zgubić liderów ich pewnością siebie. Ktoś oczywiście powie, że i tak ktoś zostaje u nich na obronie lub mogą wrócić. Dlatego jednak mieliśmy wykorzystać system trójkowy oraz pewien inny element, którego już nie zdradzę. System trójkowy miał pomóc przy odebraniu piłki, ograniczeniu pola manewru i zablokowaniu podania. W przypadku jednak przedarcia się, mieliśmy też gotowe rozwiązania. Niestety, nie uwzględnił on możliwości zawodników i tego, że tak ambitny system nie był tak oczywisty dla moich podopiecznych, dlatego, że również ustawienie trójkowe wymaga odpowiedniego… ustawienia i obycia w reakcjach, co jednak wymaga zgrania na treningach. Ten system był ambitny również dlatego, że pozwalał od razu na przejście do kontrolowanej kontry, lecz szybkie podania i gra blisko siebie wymaga także wejścia na poziom gry Hiszpanii, a to wymaga dłuższej pracy na różnych płaszczyznach (nie tylko fizycznej, także intelektualnej, by zawodnicy rozumieli, czemu coś wykonują i widzieli pole gry oraz możliwe manewry – do tego zaś trzeba doświadczenia). Cóż, gdybyśmy grali jak Hiszpania, z pewnością Lachmaniak pokonałby każdego rywala. Ale choć wiem, że Lachmaniacy są w stanie dojść do takiego poziomu, muszą w to jeszcze uwierzyć i zdobyć doświadczenie. Uległem pewnej gorączce, która nas opanowała, wbrew temu, że po piątkowym treningu widziałem, że obecnie ten system gry jest zbyt ambitny. Mam problem z tym, że sam siebie nie słucham, bo nie dowierzam w swoje obserwacje gromadzone przez lata gry jako zawodnik (także w kilku klubach) i jako kapitan lub trener w pracy indywidualnej z ludźmi lub tylko na turnieje, a potem te moje rzekomo pesymistyczne wizje, jak to niektórzy mówią, okazują się po prostu prawdą. Jestem jednak taki, że nigdy nie chcę zawodzić ludzi i chcę spełniać ich oczekiwania. Wiedziałem, że przełom nie dokona się jeszcze w tym sezonie, lecz w następnym. Myślałem jednak, że to wywołuje w zawodnikach frustrację i że nic im nie daję, każąc w praktyce grać systemem autobusu. I to mimo dobrych wyników przed meczem z Pogczampami – wyznaje Norbert Polak. Na koniec wyjaśnia, co dalej, jeśli chodzi o przygodę z KS Royal Lachmaniak Płock.

– Trener reprezentacji Polski, Paulo Sousa, zapytany, co jest dla niego najważniejsze w pracy z drużyną, mówi: Szczerość. Ja podobnie, lecz bardziej uczciwość. Względem siebie jeszcze odpowiedzialność. I dlatego biorę całą odpowiedzialność za to, co się wydarzyło. Zawsze szanowałem zarząd i dlatego starałem się co jakiś czas konsultować decyzje, a przy zawieraniu umowy poprosiłem o powierzenie mi pewnych kompetencji, na co zarząd przystał z dosyć dużym entuzjazmem. Mimo wszystko, jak mówią, zabrakło pewnego porozumienia. Zaś zaufanie między sobą wszystkich trzeba było czas budować, co nie zawsze udawało się w każdej konfiguracji relacyjnej. Niemniej, o to się nie martwiłem, bo każdy przychodzi z jakimś bagażem doświadczeń i każdy z nas się uczy, również opanowania swoich skłonności. Piszę o tym otwarcie, gdyż jesteśmy po bardzo twardej, a zarazem bardzo życzliwej rozmowie wewnątrz zespołu. Jestem Lachmaniakom wdzięczny za wszystko, czego dobrego od nich doświadczyłem i mam nadzieję, że mogłem wnieść cokolwiek dobrego do funkcjonowania klubu. Na ten moment jestem gotowy na każdy scenariusz. Rozważane są następujące: mój urlop na jeden mecz lub więcej; przyjeżdżanie tylko w wolnym czasie (kończę również 5 lat studiów, piszę pracę magisterską i mam stałą pracę zawodową), gdyż nie jest łatwo pogodzić różne role w moim życiu, do tego patronat medialny nad Ligą portalu Isidorium; trenowanie dowolne, na zasadzie, że kto chce, ten przyjdzie i pomogę w jego rozwoju indywidualnym, np. w kapkach, które robię ,,nałogowo” (co ciekawe, to jest coś, co było kiedyś moją najsłabszą stroną, dziś jedną z najmocniejszych); gra jako zawodnik w sparingach, by pomagać w zgraniu; odejście. Wszystkie te warianty są możliwe. Z jednej strony chciałbym z mym Ukochanym Lachmaniakiem pracę rozpocząć na nowo, z drugiej zawsze staram się być uczciwy i odpowiedzialny i nikomu się nie narzucać, dlatego pozostawiam decyzję zarządowi i reszcie zespołu. Jedno jest pewne – obydwie strony uległy przeciążeniu, zbliżają się nie tylko egzaminy i obrony, ale także matury. Ostatni czas bardzo przeżywałem, cały klub jest wstrząśnięty tą porażką. Wielu z nas jednak poddało się refleksji i sądzę, że ten wstrząs, mimo bólu, przyniósł wiele dobrego, bo teraz patrzymy na wszystko jeszcze bardziej realistycznie. Dla mnie najważniejsze są relacje, nie wyniki, dlatego tak mi zależy na dobrym, uczciwym rozwiązaniu tej kwestii. Najważniejsze, by utrzymać i rozwijać tę dobrą atmosferę i by to był nasz główny cel. To bowiem sprawia, że Lachmaniak jest klubem wyjątkowym – podsumowuje Polak. Dodaje, że nikt także nie ma tak pięknych koszulek, jak właśnie Royal.

A poniżej krótka fotorelacja z meczu, której autorem jest Karol Dzięgielewski:

Leave a Reply

%d bloggers like this: