O pewnej petycji

W ostatnich dniach rząd ogłosił wyczekiwany od wielu miesięcy kres żałosnej parodii nauczania o charakterze zdalnym – od 29 maja wszyscy uczniowie powrócą do szkół; w połowie zaś tego miesiąca rozpocznie się nauka hybrydowa. Jednak, jak się okazuje, znalazło się już ponad pół miliona delikwentów, którzy się tej decyzji sprzeciwiają.

Czy znajdzie się szaleniec zdolny powiedzieć, że zdalna realizacja obowiązku szkolnego jest pożyteczna? Czy ktoś ma w sobie tyle brawury, aby stwierdzić, iż słuszna jest jej kontynuacja? Albo czy umie ktoś wykrztusić z siebie, jakoby edukacja przez komputer była lepsza od tej twarzą w twarz? Zdawałoby się, że do takiego poziomu zwariowania nie doszli nawet politycy, znani z niezwykle ekstrawaganckich fantasmagorii – gdyż nawet oni zapragnęli nareszcie zakończyć to dziwne horrendum, względnie farsę, względnie groteskę, względnie prezentację postawy Twardowskiego, która jak on „śmieszy, tumani, przestrasza”: któremu to horrendum alias farsie alias grotesce alias prezentacji tej postawy na imię nauczanie zdalne.

Jakże naiwne są nasze przypuszczenia! Któż bowiem prosi o przedłużenie obecnej umysłowej katorgi polskiej młodzieży? Sama polska młodzież!

Gdy zapowiedziano wyzwolenie sprzed komputerów – raptem podniósł się krzyk, by nadal wpatrywać się w ekrany monitorów, by nadal słuchać nauczycielskiego głosu nie z ust, lecz z głośników idącego, by nadal pisanie na Messengerze zastępowało prawdziwe rozmowy z kolegami. Ha, ale cóż mówię! Przecież chodzi o to, że „uczniowie chcą się skupić na nauce do egzaminu ósmoklasisty, a nie przejmowaniem się o liczbie zgonów i zachorowań w danym dniu”! Pomijając jednak fakt nieszczególnie płynnej polszczyzny owej petycji (co jak mniemam jest jednym z gorzkich owoców zdalnych lekcji), wypadałoby zadać sobie pytanie, czy aby na pewno fakt otwarcia szkół spowoduje ożywione zainteresowanie ósmoklasistów statystykami. Osobiście byłbym bardzo zadowolony, gdyby tak się stało – być może raczyliby dostrzec nieustanne spadki obu liczb z dnia na dzień i ukontentowali się wizją podnoszącego się poziomu bezpieczeństwa od zarazy: w takim wypadku jednak musieliby poradzić sobie jakoś z myślą, że cel ich prośby jest, delikatnie mówiąc, niekompatybilny z jej uzasadnieniem. I kto wie, czy po takim lekkim wysiłku umysłowym nie doszliby do wniosku, że podpisu pod czymś takim wypada się raczej wstydzić, aniżeli się nim chlubić. Ale cóż, po ponad roku zaprzepaszczania rozwoju intelektualnego nie jestem przekonany, czy aby na pewno to wysilenie rozumu nie byłoby dla nich przesadnie obciążające – przeto nie wiem, czy nie jest czasem pozbawione sensu oczekiwanie od czcigodnych sygnatariuszy odrobiny racjonalności.

Niemniej, nawet zbiwszy ten chwytający za serce i zawał wręcz powodujący argument ad numerum infectionum, natrafiamy już zdanie później na coś tak poruszającego, że aż oczy stają dęba: otóż „uczniowie są zestresowani sprawdzaniem zeszytów, notatek lub że po powrocie będą musieli od nowa pisać sprawdziany w niepokoju i stresie”. Jakże straszny jest los ucznia, iż musi zdobywać wiedzę i wykonywać polecone zadania, a co więcej być gotów na weryfikację, czy aby na pewno tego dopełnił! Jakże zatem pięknych doczekaliśmy czasów, w których wreszcie dostrzeżono to palące okrucieństwo, gorejące barbarzyństwo, tę pożogę bestialstwa nauczycielskiego, które pragnie sprawdzić, czy podopieczni wykonywali własne obowiązki! Ba! Oto wisi nad tymi podopiecznymi groźba sprawdzianów – i co gorsza sprawdzianów, na których nie będzie już można kopiować odpowiedzi z internetu! Jak ogromny musi być ból i jak niezmierne cierpienie tych, którzy – nie będąc ani wzrokowcami, ani słuchowcami, ani nawet kinestetykami – preferowali jako metodę kształcenia nie czytanie, nie słuchanie, nie ćwiczenie, lecz ściąganie!

Zaraz wszelako odezwą się głosy: „po co wracać na półtora miesiąca? I tak nikt się niczego w tym czasie nie nauczy!”. Prawda! Wyszedł na jaw wielki spisek przeciw dzieciom i młodzieży – iż mianowicie maj i czerwiec są dla edukacji całkowicie zbędne! Pomyśleć, że na taki wniosek musieliśmy czekać aż do schyłku ery neopandemiku (powszechnie znanej jako trzecia fala)! Przez wszystkie lata żyliśmy w kłamstwie, że rok szkolny po to ma dziesięć miesięcy, by oświata działała przez dziesięć miesięcy; o, błogosławione czasy, w których doszliśmy do tego, jak bezużyteczne od zawsze było, jest i być musi ostatnich osiem tygodni przed wakacjami! Pójdźmy za ciosem – niech ferie letnie od teraz przez wszystkie wieki zaczynają się wraz z majówką: na pewno spowoduje to gwałtowny przyrost wiedzy, inteligencji i umiejętności wśród uczniów! A jeśli jacyś złośliwi nadgorliwcy będą kwestionować ten przyrost, jeśli powiedzą, że to bzdura i chodzenie do szkół przez dwa ostatnie miesiące ma sens – to są to z pewnością zapluci gwałciciele praw ucznia i wrogowie młodzieży!

Wypada na koniec jeszcze wychwalić autorów osławionej i opisanej wyżej petycji: wychwalić ich za przepiękną jej formę – tak rewolucyjną, nieprzestrzegającą zasad poprawnej polszczyzny, stosującą tak wdzięczne błędy stylistyczne – a także za wzbudzanie uczuć, o których pisał Arystoteles – litości i trwogi. Litość wszak człowieka bierze, gdy widzi, że sygnatariusze są rzeczywiście przekonani o słuszności swego postulatu; trwoga zaś, gdy zda sobie sprawę, że młodzi – którym i tak zniszczono przeszło półtora roku nauki edukacją na odległość – dają się uwieść głupim hasełkom i nie chcą wrócić do normalnego świata. Po litości i trwodze winna nastąpić katharsis – i nadeszłaby, gdyby nie to, że nie mamy do czynienia z literacką fikcją, ale z przerażającą rzeczywistością. Rzeczywistością, która – jak ufam – skończy się jak najprędzej. I oby ta rzeczywistość, rzeczywistość zdalnego parodiowania nauki, została na zawsze wyrzucona na śmietnik historii – niezależnie jak wielu znajdzie apologetów.

Leave a Reply

%d bloggers like this: