Rozmowa z Królem Życia: – Do czego zostaliśmy stworzeni, do czego dążymy? – odcinek 24

,,- I rzekł Pan Bóg do węża: ”Iżeś to uczynił, przeklętyś jest między wszystkimi bydlętami i zwierzętami polnymi; na piersiach twoich czołgać się będziesz i ziemię jeść będziesz po wszystkie dni żywota twego. Położę nieprzyjaźń między tobą, a między niewiastą i między potomstwem twoim, a potomstwem jej; ona zetrze głowę twoją, a ty czyhać będziesz na piętę jej.” – Księga Rodzaju, rozdział III, wersety od 14 do 15.

Wszyscy zostaliśmy stworzeni z miłości, przez Miłość do miłości. W tym zdaniu na początku i na końcu można by napisać powtarzające się słowo również od dużej litery. Nigdy jednak wszystkie od małej. Dlaczego? Dlatego, że miłość musi mieć swój początek – nic, co dobre, przyjemne i szlachetne nie mogło powstać tak sobie. Wyobraźmy bowiem sobie, że wszechświat powstaje z przypadkowego i chaotycznego zetknięcia się atomów. Czy te nieuświadomione atomy miałyby wówczas ten pomyślunek, że ich naczelną zasadą jest wzajemne wyświadczanie sobie dobra? Nie mamy tego gwarancji. Równocześnie mogłyby stwierdzić (oczywiście bardziej na zasadzie mechanistycznej, gdyż zakładamy, że skoro wierzymy w materię, to nie wierzymy w osoby i decydentów kształtujących w sposób inteligentny przestrzeń dookoła siebie), że każdy działa po swojemu i rozpycha się tak, jak chce, bez względu na czyjeś prawa albo że nie obowiązują tu żadne zasady i tworzą choćby najobrzydliwsze połączenia, byleby tworzyć jak największą masę i być coraz większym. Albo inaczej – postanawiają, żeby rozszerzać się jak to tylko możliwe, aby pozbyć się uciążliwych sąsiadów i zapełniać kolejne terytoria wypełnione dotąd pustką, bez materii. Albo jeszcze inaczej – tworzą ze sobą układy i chcą zdominować przeciwnika wedle swych partykularnych interesów. Nie wydaje się mi się jednak, by zaplanowanie wszechświata w tak doskonały sposób i pozwolenie na występowanie tak małych organizmów na Ziemi, które tworzą przyrodę, mogło się zrealizować w jakiś przypadkowy sposób bez groźby, że jakaś gwiazda czy kometa przesunie się bez ładu to tu to tam i zaraz zniszczy to, co było tak długo budowane i z czego powstało takie piękno. Oczywiście, można uznać, że planety to ogromne olbrzymy o własnej inteligencji, które kiedyś umówiły się na taki a nie inny układ planet i strzegą tego porządku. Trzeba by jednak wówczas stwierdzić, że mają one własną osobowość, a zatem że materia nie rodzi się tak po prostu, bo zawsze była, jest i będzie… Oczywiście tu zawsze dochodzimy do pytania, skąd wzięła się materia, ale o tym pisałem już wielokrotnie, udowadniając ostatecznie, że musiał być zatem Ktoś, kto jest spoza materii i układu czasoprzestrzennego, czyli Bóg. Wracając jeszcze do miłości pisanej od małej litery – to słowo również na początku może zaczynać się od dużego znaku. Dlaczego? Dlatego, że wszystko ma swój cel, a gdyby nie miało, to nigdy by nie powstało i nie zaistniało… Tu jednak człowieka ogarnia ból, gdyż oznacza to, że istnienie musi mieć jakiś swój powód. Istnienie w różnych formach różnych istot, które niekoniecznie godzą się na stan zastany. Miłość zaś pośrodku wspomnianego na górze zdania pisana może być i dużą i małą. Gdy jest pisana dużą, oznacza to, że mamy Stwórcę i tego, który całym istnieniem zarządza. Z jakiegoś powodu stworzył wszechświat i jakiś zatem ma w tym cel. Miłość pośrodku pisana zaś małą literą wyrażałaby realizację tego celu poprzez różne rodzaje miłości. To zdanie najlepiej wyrażałoby się niemniej z Miłością pisaną dużą literą na końcu zdania, gdyż odnalezienie celu pozwala na odnalezienie sensu wszystkiego. Zapisywane w ten sposób na początku podkreślałoby potrzebę każdego stworzenia do ciągłego powracania do źródła, jakim jest Miłość, czyli Stworzyciel, gdyż skoro pragniemy żyć w miłości i do niej zmierzać, to musimy ją realizować zgodnie z nadaną nam naturą, a natura ta wychodzi od natury Stwórcy. Nie jest z nią tożsamą, gdyż anioł, człowiek, zwierzę, roślina czy rzecz nie są Bogiem, ale Jego umiłowanym stworzeniem. Z kolei ten zapis, od którego wyszedłem w tym artykule, czyli Miłość pośrodku pisana wielką literą, podkreśla, że Bóg jest centrum i miarą wszystkiego i cokolwiek czyni, czyni to z miłości ku miłości, a w pełni dla Swej chwały i podzielenia się szczęściem ze swoim stworzeniem, gdyż zmierza ono od Miłości, przez Miłość do Miłości, czyli znajduje pełny sens swego istnienia w wymiarze indywidualnym i historycznym.

Czemu, odwołując się do tego fragmentu Biblii, tak się rozpisałem o miłości? Albowiem w tym miejscu Pisma Świętego widać zdecydowany podział na Boga i Jego stworzenie i na diabła i jego świat. Przy czym termin ,,ten świat” oznacza” świat niedoskonały, zepsuty, rządzony przez księcia ciemności. Termin ,,świat” oznacza zaś dar życia, którym obdarzył wszystkie stworzenia nasz Bóg i Pan. Jest to miejsce ukazujące Jego chwałę, potęgę, piękno, dobroć. Ziemia ma stawać się Królestwem Bożym, pierwotny zamysł jej stworzenia ma się ponownie ukazywać poprzez wyjednywanie u Boga Jego łaski, by naprawiać świat zraniony grzechem i jego skutkami. Nie znaczy to, że sami możemy to uczynić i póki nie nadszedł Sąd Ostateczny, a nasze ciała nie zmartwychwstały i nie dokonało się przekazanie pełni Królestwa w dokonaniu się pełni dziejów, to nie jesteśmy wolni od naszych grzechów i błędów. Im jednak bardziej będziemy oddawali otaczającą nas rzeczywistość, w każdym wymiarze, w każdym znaczeniu tego słowa, Królowi królów i Panu wszechświata, tym bardziej będzie się realizowało Królestwo Jego miłości, tym mniej będzie cierpienia i wojen. Co nie znaczy oczywiście, że jeśli Bóg zsyła cierpienia, to że są one tylko złe, gdyż wolą Boga nie jest zsyłanie cierpienia, lecz jest ono dopustem Bożym. Oczywiście oznacza to, że skoro coś się dokonało, to jakiś akt woli ze strony Boga musiał nastąpić. Niemniej czyni on to tylko po to, by w zejściu na dno ludzkiej egzystencji, czy poprzez Swego Syna, którego odkupieńcza Ofiara dokonała się, czy poprzez cierpienia Jego dzieci, ratować tych, którzy zadają ból Bożemu Sercu. Ze zła Bóg wyciąga dobro, przemienia zło w dobro. Nie znaczy to, że ustanawia, że od teraz coś niemoralnego jest moralne. Oznacza to, że coś, co zostało dotknięte skazą grzechu, nie musi pójść na zatracenie. Na zatracenie idzie sam grzech, lecz byt oczyszcza się i kierowany jest, dzięki łaskawości mądrości Chrystusa, na drogę dobra, jakby to wyraził św. Tomasz z Akwinu – po burzach życia, załoga okrętu nabywa doświadczenia i umacnia się, by lepiej przemierzyć kolejne mile i samym być łodzią ratującą ludzi. Na tej drodze morską latarnią przyciągającą do celu powabem swej nieskazitelności, czystości i miłości, jest Najświętsza Maryja Panna, pokazująca, gdzie można spotkać Jej Syna, port zbawienia. Miłość ta, tylko złączona z czystością i oczyszczaniem się w sakramencie pokory, jakim jest sakrament pokuty, dociera do pełni prawdy, sama wcześniej, dzięki ofiarowywaniu swego życia, poznając zręby prawdy, świadomości, kim rzeczywiście jest człowiek i do czego zmierza, by stać się szczęśliwym i uczestniczyć w bezbrzeżnej radości unosząc się ponad falami wód, na skrzydłach wolności. Oczywiście sama Najświętsza Maryja Panna nigdy nie zgrzeszyła, stąd nie jest potrzebne Jej własne oczyszczanie się, lecz Najczystsza Dziewica, jako wzór cnót, prowadzi tą drogą uwolnienia skruszonych grzeszników i tak Jej Niepokalane Serce wraz z Najświętszym Sercem Jej Boskiego Syna przytulają do siebie tych, którzy zaufali Panu i Jego Słowu, którzy zapragnęli złączyć się w komunii Jego miłości, jaką jest Kościół Święty, Oblubienica Chrystusa, z którą Pan w Niebie odprawia najświętsze gody. Czyni to już jednak na ziemi za każdym razem, gdy Jego umiłowani synowie, kapłani, sprawują Najświętszą Ofiarę, zjednując lud Boży z Jego nieskończonym szczęściem, krynicą łask.

Leave a Reply

%d bloggers like this: