Kontrowersje w sprawie rekrutacji cudzoziemców na polskie uczelnie

Polskie uczelnie chętnie przyjmują Ukraińców i inne nacje w swoje progi. Wątpliwości wzbudzają jednak kryteria i spostrzeżenia z ostatnich dni.

W poniedziałek użytkownik Twittera o nazwie Mać Walczynski opublikował zrzut ekranu z listy rekrutacyjnej wydziału psychologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pierwszych piętnaście pozycji zajmują Ukraińcy.

Następnie do sprawy odniósł się prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Ziemowit Przebitkowski, który zauważył, że podobna sytuacja wydarzyła się na wydziale informatyki tego samego uniwersytetu. Tu już większość z kilkudziesięciu pierwszych miejsc zajmują również nasi wschodni sąsiedzi.

Portal Kresy.pl, by rozwikłać zagadkę, napisał po prostu do UAM w Poznaniu. W odpowiedzi rzecznik pani Małgorzata Rybczyńska wyjaśniła, że przyjmowanie kandydatów z Ukrainy odbywa się na podstawie Umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Gabinetem Ministrów Ukrainy z 20 czerwca 2006 r. Z jednej strony uznaje się tam wykształcenie i równoważność stopni, z drugiej, w odpowiedzi pani rzecznik, równocześnie występują słowa o tym, że „osoby te nie otrzymują żadnego dokumentu stwierdzającego równoważność ich dyplomów z odpowiednimi dyplomami polskimi”. Co istotne, uczelnia przyznała, że dotacje ze strony państwa są uwarunkowane nie tylko od różnych, naturalnych czynników, lecz także od „poziomu umiędzynarodowienia”, czyli liczby studentów-obcokrajowców, zgodnie z przepisami rozporządzenia ministra nauki i szkolnictwa wyższego z 9 września 2019 r. „ w sprawie sposobu podziału środków finansowych na utrzymanie i rozwój potencjału dydaktycznego
oraz potencjału badawczego znajdujących się w dyspozycji ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego i nauki oraz na zadania związane z utrzymaniem powietrznych statków szkolnych i specjalistycznych ośrodków szkoleniowych kadr powietrznych”.

Zdaniem portalu NCzas.com z wiadomości wynika, że za granicą jest łatwiej uzyskać odpowiedni poziom punktów na maturach, co nie przeszkadza polskim uczelniom rekrutować zagranicznych studentów na tych samych zasadach, co polskich, gdyż, jak wynika z odpowiedzi rzecznik UAM w Poznaniu, „osoby te nie otrzymują żadnego dokumentu stwierdzającego równoważność ich dyplomów z odpowiednimi dyplomami polskimi”.

Źródło: Kresy.pl, Infor.pl, NCzas.com

Komentarz łucznika Izydora: Sprawa jest niejasna. Albo te osoby rzeczywiście mają obniżone wymagania maturalne na Ukrainie, a polskie przepisy w niesprawiedliwy sposób nie tylko nie premiują polskich studentów, lecz czynią to w drugą stronę – wobec cudzoziemców, albo Ukraińcy rzeczywiście tak się starają, by wyrwać się z obniżonych względem Polski warunków życia w ich państwie, że osiągają tak wysokie wyniki i wykorzystują wszystkie kierunki, gdzie Polacy mniej chętnie się zapisują. Do zbadania jest jednak niepokojący zapis o premiowaniu uczelni za poziom umiędzynarodowienia – czy dotyczy to współpracy międzynarodowej w kadrze naukowej, czy samych studentów? Jeśli to pierwsze, to nie musi być nic złego, a nawet coś dobrego. Jeśli to drugie, to mamy do czynienia z wyżej wskazaną niesprawiedliwością, nie mówiąc już o potrzebie promowania najpierw własnej młodzieży, potem cudzej. Nie mamy nic do Ukraińców, jeśli chcą studiować na polskich uczelniach – chodzi po prostu o jasność zasad rekrutacyjnych i pierwszorzędność każdego państwa w promowaniu własnych poddanych (obywateli).

Leave a Reply

%d bloggers like this: