Barbarzyńcy z Płocka – chwilowi zwycięzcy tego sezonu czy solidna formacja na przyszłość?

Orlikowy Klub Sportowy Barbarzyńcy Płock – klub, który był niespodzianką sezonu AD 2020 Płockiej Ligi Orlikowej. Drużyna, która jeszcze rok temu należała do tych, z którymi gra się sparingi tylko po to, by na nich przetestować własną drużynę. Jednak w ciągu roku nie tylko poszybowała w górę, ale, wydaje się, stworzyła silne fundamenty pod całościowy rozwój zespołu. Nieraz była chwalona za znakomite prowadzenie mediów, a każdy, widząc ogrom transferów i kontraktów ogłaszanych na jej profilu, zastanawiał się, czy kolejni kandydaci do klubu dojeżdżają z innych miejscowości po prostu całymi autokarami lub rekrutują się z jakiejś tajnej bazy, w której mieści się akademia piłkarskich talentów. Po play offach, w których zajęli ostatnie miejsce, nastąpiło wiele zmian w zespole. Czy również i one rokują nadzieje na przyszłość? Tę ocenę pozostawiam już Szanownym Czytelnikom…

Norbert Polak: – Skąd wzięła się nazwa OKS Barbarzyńcy Płock oraz kiedy i kto założył drużynę? Z jakich środowisk zebraliście ludzi – czy byli to wolni gracze, czy piłkarze rozwiązanych drużyn?

Mateusz Karczewski: – Skąd się wzięła nazwa? Hmm… Szczerze powiedziawszy, to mam czasem bujną wyobraźnię i po prostu wpadła mi do głowy taka nazwa jak Barbarzyńcy. Kiedyś, a dokładnie kilka lat temu, były próby zakładania podobnych drużyn. Nazwy były naprawdę różne. Pamiętam, że np. jeden z zespołów nosił przydomek „Niebiańskie Orły”… Wracając do naszego zespołu – założyłem ją ja, a dokładna data powstania to 28 lipca 2019r. Pierwsi zawodnicy, jacy grali w naszym klubie, to ludzie przychodzący codziennie na orlik, który znajduje się na Wielkiej Płycie. Były to osoby, które nie grały w żadnych orlikowych klubach. 

NP: – Dlaczego tak dobrze zorganizowana drużyna, wzorowo prowadząca swój profil na Facebooku, nazywa się barbarzyńcami, a nie Rzymianami?

Mateusz Karczewski: – Patrząc na nas, sądzę, że nazwa „Barbarzyńcy” po prostu lepiej do nas pasuje i jest to już pewna marka, pod jaką gramy, stajemy się coraz bardziej rozpoznawalni. Wracając do Rzymian to uważam, że to także miano prezentujące się w dobrze, ale jednak w nas płynie Barbarzyńska krew.

NP: – Co Was motywuje i jakimi zasadami się kierujecie?

Mateusz Karczewski: – Główną motywacją jest to, by gra sprawiła nam frajdę, ale owa rzecz stopniowo zaczęła się przeradzać w chęć bycia lepszym, żeby dorównywać w grze po prostu najlepszym. Obecnie każdy pracuje nad sobą na boisku jak i poza nim i chce dać jak najwięcej drużynie. W wielu meczach widzimy poświęcenie i dużo wkładanego serca przez zawodników, ale można powiedzieć inaczej – przez członków rodziny, bo nasz zespół pracuje także nad tym, by w klubie panowała więź, a to owocuje właśnie większą walką i świetną atmosferą.

NP: – Jak wygląda struktura klubu? Utworzyliście wiele różnych stanowisk. Ile razy w miesiącu trenujecie, a ile razy rozgrywacie mecze? Jak wyglądają Wasze treningi i czy macie jakiś klucz dobierania przeciwników do sparingów? Czy na każdym meczu staracie się wdrażać jedną strategię gry, czy dostosowujecie rozgrywanie pod każdego rywala z osobna? 

Mateusz Karczewski: – Tak jak Pan wspomniał, mamy wiele utworzonych stanowisk. Co to nam daje? Lepsze rozwiązania, gdyż na takich właśnie miejscach są ludzie najbardziej związani z klubem i każdy chce udzielić się jak najwięcej, by nasz zespół stał się naprawdę silny. Co do budowy, to zarząd główny tworzą trzy osoby: ja, Bartosz Gostomski oraz Jakub Jasiński. Poza tym mamy takie stanowiska jak trener, asystent trenera czy osobę odpowiedzialną za skauting, ale jest tego dużo więcej. Przechodząc do treningów. Gramy prawie codziennie, ale każdy wedle swoich możliwości czasowych, a przebieg treningu jest zależny od różnych czynników. Ilość meczy w miesiącu jest zależna od tego, ilu przeciwników znajdziemy, na pewno w miesiącach, gdzie pogoda jest gorsza, trochę zwalniamy tempo, ale i tak staramy się rozgrywać 2/3 mecze. Co do strategii, jaką wdrażamy, to po prostu zagrać dobre spotkanie, takie, które będzie nas cieszyło i da nam satysfakcję, że wykonaliśmy dobrą robotę.

NP: – Ostatnio odszedł od Was kapitan. Wiedzieliście wcześniej, że może do tego dojść, czy ta decyzja była dla Was szokiem? Jakie były powody przejścia Kamila do Orleniaków? 

Mateusz Karczewski: – Decyzja o odejściu Kamila była całkowitym szokiem. Dowiedzieliśmy się o tym z dnia na dzień. Co do powodów, nie będę się tutaj wypowiadał, najlepiej by było, żeby na to pytanie odpowiedział sam Kamil.

Wiktor Jabłoński: – Aktualnie jestem trenerem Barbarzyńców i odejście Kamila to był dla nas duży cios, lecz po jego odejściu widzę wiele nowych pozytywów w grze naszej drużyny, więc chyba nie wyjdzie nam to aż tak bardzo na złe.

NP: – Wcześniej nastąpiła u Was zmiana trenera. Czym było to spowodowane? Mam nadzieję, że Przemysław Siemieniako dalej będzie dzielił się swoimi cennymi analizami? 

Wiktor Jabłoński: – Ja i Przemek jesteśmy kompletnie różni. Przemek odpowiada bardziej za taktykę naszej gry, lecz ja, jako nowy trener, odpowiadam za atmosferę i motywację drużyny.

NP: – Jak oceniacie sezon i play offy w Płockiej Lidze Orlikowej, jeśli chodzi o Waszą grę? 

Wiktor Jabłoński: – Sezon na plus, lecz same play offy… Słaba gra, nie byliśmy dobrze przygotowani.

Przemek Siemieniako: – Było kilka dobrych i obiecujących momentów, z których możemy być zadowoleni, ale generalnie ciągle czuję duże rozczarowanie tym, że nie osiągnęliśmy więcej, bo na pewno było Nas na to stać i żałujemy, że tak się nie stało. Niestety przeważały momenty złej gry i totalnej bezradności. Bardzo w oczy rzucały się zbyt duże nerwy, jakie Nam towarzyszyły. Nie radziliśmy sobie z presją i zbyt często popełnialiśmy proste błędy, które bezpośrednio prowadziły do utraty gola. Przez panikę traciliśmy pewność siebie i stawialiśmy się w sytuacjach bez wyjścia. Niewytłumaczalna była fatalna skuteczność, która często kosztowała Nas przegrany mecz. W prawie każdym spotkaniu marnowaliśmy stuprocentowe okazje i to z pozycji, z których zawsze powinny padać gole. Wiele razy podejmowaliśmy złe decyzje w kluczowych momentach. W podbramkowych sytuacjach brakowało koncentracji. Niestety, to powtarzało się w każdym spotkaniu i wprowadzało jeszcze bardziej nerwową atmosferę. Przez to, pomimo widocznej przewagi w meczach, nie dawaliśmy rady odnosić dobrych rezultatów. W kilku meczach wyniki byłyby zupełnie inne, gdybyśmy poprawili naszą skuteczność. Ciężko jest mieć nadzieje na zwycięstwo, kiedy seryjnie marnuje się wypracowane okazje. Wiele razy widzieliśmy już piłkę w siatce, ale straszliwie słabe wykończenie powodowało tylko lawinę przekleństw i niedowierzania w kolejną zmarnowaną szansę. W sparingach większość przestrzelonych sytuacji zawsze wykorzystywaliśmy. Tu właśnie widoczny był paraliż spowodowany presją, jaką przynosi gra w lidze. Po rozpoczęciu meczu ligowego byliśmy zbyt spięci i pojawiały się niewytłumaczalne zagrania. Na pewno dobre jest to, że doświadczyliśmy dużej ilości emocji. Te doświadczenia pomogą w nadchodzących rozgrywkach i pozwolą na lepsze zaprezentowanie się.

NP: – Jak to się stało, że z drużyny co najmniej przeciętnej staliście się jedną z tych lepszych? Jak wygląda Wasza droga do sukcesu? Co konkretnie o nim zaważyło? W końcu taka zmiana nie dokonuje się nie wiadomo, z jakiego powodu – coś musi się kryć za tym dość szybkim progresem. Czy idziecie własną drogą, czy są kluby lub osoby, na których się wzorujecie? 

Mateusz Karczewski: – Patrząc na boiska nasze krajowe możemy dostrzec, że jedna drużyna zrobiła w kilku latach ogromne postępy. Jaka? Raków Częstochowa. Możemy w pewien sposób przyrównać ich do nas. Staramy się, by grać jak najlepiej, poprawiać swoje błędy drużynowe jak i indywidualne, a to jest właśnie droga do sukcesu, chęć ciągłej poprawy. Jak wspomniałem już wcześniej w jednej odpowiedzi, do sukcesu przyczynia się ambicja, pracowitość oraz atmosfera w drużynie, która, pomimo burz, zawsze wraca na właściwą drogę. Czy się na kimś wzorujemy? Uważam, że staramy się iść taką drogą, by być jedyni w swoim rodzaju, a późniejsze efekty możemy jedynie porównywać do innych drużyn.

Wiktor Jabłoński: – Nasza gra w dużej mierze zależy od motywacji, nasza kadra została tak skonstruowana, że się uzupełniamy, sądzę, że jesteśmy jedyni w swoim rodzaju i nie potrzebujemy wzorców w postaci innych drużyn.

Przemek Siemieniako: – Dobra organizacja, szeroka kadra i ciągle nowe pomysły. Bardzo ważna jest u Nas wymiana poglądów na różne sytuacje. Każdy wnosi coś od siebie i ma nieco inną wizję tworzenia zespołu. Tworzy to świetną mieszankę. Nasze działania medialne też mają spore znaczenie. Eksponowanie klubu pomaga w sprowadzaniu zawodników, gdyż nasz zespół jest rozpoznawalny w mediach społecznościowych. Ważna jest właśnie sama rozpoznawalność nazwy „Barbarzyńcy”. Nawet wiele osób, które nigdy przeciw Nam nie grało, już Nas kojarzy. Stajemy się coraz bardziej zróżnicowanym zespołem, mamy zawodników o zupełnie odmiennych umiejętnościach. Duże zróżnicowanie w stylu gry przynosi dobre rezultaty. Mamy zawodników technicznych, siłowych, szybkościowych na różnych pozycjach. Ale przede wszystkim Nasz rozwój nie byłby możliwy, gdyby nie wielka i niezachwiana wiara, że ciągle można się poprawiać i przesuwać granice naszych możliwości. Wszystkie działania są podejmowane na podstawie dyskusji i analizy dotychczasowych zdarzeń. Większość pomysłów powstaje i wyłącznie na takiej podstawie.

NP: – Najgorszy i najlepszy mecz oraz te, które najbardziej wspominacie? 

Wiktor Jabłoński: – Najgorszy mecz to mecz o 3 miejsce z Międzytorzem albo mecz ligowy z STM przed play offami. Najlepszy był turniej, który graliśmy niedawno.

Przemek Siemieniako: – Najgorszym meczem w lidze było spotkanie z Orleniakami. Wyglądaliśmy wtedy na kompletnie oszołomionych i absolutnie nic Nam nie wychodziło. Już po kilkunastu minutach widać było zrezygnowanie. Z biegiem czasu było coraz gorzej. Najlepszy i zarazem najbardziej pamiętny mecz to minimalne zwycięstwo z Międzytorzem. Musieliśmy wznieść się wtedy na wyżyny naszych możliwości fizycznych. Myślę, że był to jeden z najbardziej emocjonujących meczów w historii Ligi. Losy meczu zmieniały się z minuty na minutę. I my i rywale po kilka razy odwracaliśmy wynik do góry nogami. Ostatnie kilkanaście minut to było coś niesamowitego. Zwycięstwo wydarte serduchem smakowało bardzo dobrze.

NP: – Czym jest Tajfun Winiary, z którym współpracujecie i dlaczego akurat z nimi?

Wiktor Jabłoński: – Tajfun jest naszym największym rywalem z którym niedawno zaczęliśmy współpracę, można też powiedzieć, że pochodzimy jak w Mediolenia, z jednego stadionu.

Przemek Siemieniako: – Jestem jednym z założycieli Tajfuna. Tajfun został założony wiosną 2015 roku przez grupę przyjaciół z osiedla, która postanowiła uczestniczyć w turnieju Dzikich Drużyn. Zostaliśmy wtedy wicemistrzem Płocka, co było wspaniałym osiągnięciem. W finale przegraliśmy z zespołem złożonym głównie z wychowanków Wisły. Rok później również uczestniczyliśmy w Dzikich Drużynach i zajęliśmy 3 miejsce. Lata naszej świetności to 2015-2018. Niestety upływ czasu miał na Nas negatywny wpływ. Wielu starszych zawodników zaczęło wyjeżdżać z Płocka. Pojawiła się praca, studia i inne obowiązki. Obecnie bardzo rzadko udaje Nam się zebrać do gry. W barwach Tajfuna grało i gra sporo osób spoza Winiar. W naszej historii mieliśmy wielu zawodników z Wielkiej Płyty, Skarpy i Słodkich. Winiary są osiedlem założycieli Tajfuna i od zawsze były naszym centrum. Tu mamy swój obiekt, czyli orlik przy ulicy Zamenhoffa. Kiedyś, gdy nie było tak wielu orlików na terenie naszego miasta, to właśnie Winiary były jednym z paru najważniejszych miejsc dla płockiej piłki orlikowej. Z Barbarzyńcami połączył nas głównie orlik na Wielkiej Płycie, gdyż z biegiem czasu stał się on również własnym dla Nas obiektem. A tam rozgrywali swoje mecze Barbarzyńcy. Spędzaliśmy ze sobą wiele godzin na tym orliku. Wspólne jest też to, że większość zawodników Tajfuna i Barbarzyńców to absolwenci Gimnazjum numer 5 na Wielkiej Płycie. Paru zawodników występowało w barwach obu naszych klubów.

NP: – Jak szeroką macie ławkę i jaki system przyjmujecie, jeśli chodzi o pozostawianie zawodników w klubie, ich wyrzucanie lub przyjmowanie? Na Waszym profilu często można usłyszeć o transferach. Jakie cechy powinien mieć zawodnik, który chciałby do Was dołączyć?

Mateusz Karczewski: – Obecnie kadra jest w małej przebudowie i pewna liczba graczy będzie podana w okolicach początku sierpnia i właśnie wtedy zamkną się wrota na przybycie nowych zawodników. Człowiek, który chce u nas grać, musi przede wszystkim się starać i wkładać w mecze jak najwięcej, bo w klubie nie liczą się tylko umiejętności, ale ambicja i walka. Chcemy tworzyć zespół, który traktuje się jak rodzina, a liczne odejścia zawodników są spowodowane często brakiem chęci by grać, mówiąc prosto z mostu. Budując zespół na filarze relacji tworzymy drużynę, która gra zespołowo, a nie indywidualnie.

Przemek Siemieniako: – Przede wszystkim liczy się dla Nas poświęcenie i szczerość. Osoba, która chce u Nas grać, musi być dyspozycyjna i często być dostępna. Taka osoba musi pokazać, że jej zależy. Wiele razy zdarzało się, że kontrakt z danym zawodnikiem był rozwiązywany właśnie przez jego ciągłe nieobecności. Najważniejsze jest dla Nas pozytywne i ambitne podejście. Chcemy też tworzyć jedność, więc ważne jest, aby zawodnik, który chce do Nas dołączyć, zdawał sobie sprawę, że nie liczą się indywidualności tylko zespół. Czasem trzeba poświęcić się dla drużyny. Podstawą jest też waleczny charakter i to, aby nigdy się nie poddawać i zawsze chcieć się poprawiać. Nawet w sytuacjach, które wydają się beznadziejne. Pasja, ambicja i wiara to najważniejsze dla Nas słowa.

NP: – Jakie stawiacie sobie cele do osiągnięcia i jakie macie plany, by je osiągnąć? 

Wiktor Jabłoński: – Nowy sezon, mam nadzieję, będzie bardziej zrównoważony pod względem naszej stabilnej formy. I mam również nadzieję, że pokażemy naszemu byłemu kapitanowi, że poszedł do dużo gorszej drużyny.

Przemek Siemieniako: – Chcemy zdecydowanie lepiej zaprezentować się w lidze. Wyeliminować nasze błędy z poprzednich rozgrywek. Chcemy poprawić naszą stronę mentalną, być silniejsi psychicznie. Zakładamy sobie, aby strzelać więcej goli i zmniejszyć ilość złych decyzji w końcowej fazie akcji. Wiele musi się poprawić. Bardzo ważne jest to, abyśmy ciągle się zgrywali. W naszym planie jest podbudowywanie zespołu, który świetnie będzie się rozumiał i będzie opierał się na wypracowanych naturalnie schematach, które z czasem powinny być coraz bardziej widoczne w naszej grze.

NP: – Czy chcecie napisać jakieś słowo na koniec lub przesłać komuś pozdrowienia?

Mateusz Karczewski: – Chcę pozdrowić wszystkie osoby, które nam kibicują na meczach, jak i te, które śledzą nasze działania poprzez media społecznościowe.

Zdjęcia: https://www.facebook.com/OKS-Barbarzy%C5%84cy-P%C5%81OCK-103316541489346/?ref=page_internal

Leave a Reply

%d bloggers like this: